Asset 3

Call of Duty: Black Ops – Recenzja

Andrzej Kała / 23.11.2010
komentarze: 0

Call of Duty: Black Ops podobnie jak Modern Warfare 2 zamówiłem przed premierą, choć początkowo udawałem sam przed sobą, że kompletnie nie interesuje mnie ten tytuł, gdyż nie byłem w stanie sobie wyobrazić jak można stworzyć grę, która pobije spektakularne Modern Warfare 2. Dodatkowym punktem przeciw był fakt, że grę tworzył zespół Treyarch, a nie Infinity Ward. Okazało się jednak, że sprzedaż Call of Duty: Black Ops przewyższyła Modern Warfare 2 bijąc po raz kolejny wszelkie rekordy. Pozostaje pytanie – czy faktycznie zasłużenie?

Oprawa

Tym razem nietypowo zacznę od oprawy, gdyż temat fabuły i rozgrywki są ze sobą bardzo ściśle powiązane. Tak więc gra operuje na tym samym silniku, co jej poprzedniczka. Niestety momentami to widać, choć trzeba przyznać że chłopaki z Treyarch fantastycznie to maskują i gra wygląda według mnie jeszcze lepiej niż Modern Warfare 2. Zabawy światłem, modele postaci, otoczenie – wszystko zostało mocno wypieszczone i chyba osiągnęło szczyt możliwości silnika napędzającego serię Call of Duty.

Dźwiękowo również jest świetnie. Aktorzy podkładający głos według mnie odwalili kawał dobrej roboty i brzmią przekonywująco – mimo, że niektóre kwestie są oklepane. Warstwa muzyczna otoczenia również jest bardzo dobrze zrealizowana, podobnie jak odgłosy każdej z dostępnych broni. W grze można znaleźć także kilka smaczków jak chociażby kultowe kawałki lecące w czasie misji w Wietnamie – wywołuje to lekki uśmiech na twarzy. W sumie jedynym minusem jaki mi przychodzi do głowy jest wszechobecny język angielski – z jednej strony jest to fajne, bo można się skupić na grze i nie ma problemów ze zrozumieniem o co chodzi danej postaci, jednak użycie choćby języka rosyjskiego gdzie potrzeba i wrzucenie angielskich napisów byłoby ciekawym rozwiązaniem (albo chociaż dodanie możliwości wyboru takich ustawień).

Historia

W Black Ops wcielamy się w postać Alexa Masona. Gra uderza w naszą stronę z grubej rury już od samego początku – budzimy się przywiązani do krzesełka, otoczeni monitorami a jedyne co słyszymy to głos człowieka, który chce od nas wydobyć informacje o jakichś liczbach. Tak naprawdę nie mamy pojęcia gdzie znajduje się ten pokój ani kto nas przesłuchuje – wiem tylko, że bardzo chce od nas wydobyć znaczenie liczb, które cały czas słyszymy w głowie. Cała historia przedstawiona jest w postaci wspomnień głównego bohatera i to w niego bądź Jasona Hudsona się wcielamy. Wreszcie nasz bohater nie jest niemową, nawiązuje dialogi z napotkanymi postaciami, wyraża swoje zdanie. Jest to bardzo interesująca odmiana, która jeszcze bardziej ułatwia nam utożsamienie się z postacią.

Fabuła poprowdzaona jest bardzo sprawnie, każda kolejna misja odkrywa odrobinę tajemnicy, aby na koniec pięknie ułożyć się w całość. Zakończenie gry było dla mnie mocno przewidywalne, jednak „plot-twist” który pojawił się chwilę przed końcem był zaskoczeniem pomimo, że gdzieś w głębi się go spodziewałem.

Przede wszystkim – fabuła jest całością, skupioną wokół w zasadzie jednego bohatera, co pozwala na ogarnięcie tego co się dzieje. Po totalnym bigosie zaserwowanym przez Modern Warfare 2 to bardzo miła odmiana.

Rozgrywka

Tempo gry w Modern Warfare 2 było mocno wyśrubowane, w zasadzie ciągle coś widowiskowo eksplodowało (może poza paroma wyjątkami). Mnie osobiście trochę to męczyło, ale na szczęście w Black Ops jest to nieco lepiej poukładane.

Szybkie tempo nadal jest utrzymane, ale nie ma już aż takiego wariactwa. Wszystko wydaje się lepiej wyważone i stonowane, choć nie do przesady – można powiedzieć, że Treyarch znalazł złoty środek.

W jednej misji mamy za zadanie uciec z rosyjskiego więzienia, w innej natomiast siejemy spustoszenie siedząc za sterami helikoptera bojowego. Jeśli dołożymy do tego cichą infiltrację bazy w mocno zimowych klimatach, czy wspinanie się w górę rzeki za sterami łodzi bojowej – otrzymujemy całkiem szeroki wachlarz stawianych przed nami zadań. Wisienką na torcie jest misja, w której naszym zadaniem jest przeprowadzenie oddziału pomiędzy kolejnymi patrolami wroga, aż do miejsca docelowego, gdzie początkowo obserwujemy całą akcję z góry, jednak w momentach walki wcielamy się w jednego z żołnierzy obecnych na dole.

Trudno zapamiętać wszystkie rozmaitości jakie są nam serwowane przez Call of Duty: Black Ops, a poza tym nie chcę też wykładać wszystkiego co się może wydarzyć po drodze. Gra jest świetnie wyważona i pomimo, że misje są skryptowane, nie odczuwamy tego w zasadzie w ogóle, gdyż w przeciwieństwie do mocno niedopracowanych scen z Medal of Honor, tutaj wszystko zgrane jest w zasadzie idealnie.

Bardzo zostałem zaskoczony przez przeciwników, którzy starali się flankować, czy nawet zachodzić od tyłu. Nie byli już głupimi chłopcami do bicia, chowali się za przeszkodami czy nawet wycofywali się aby połączyć się w większe grupy. Owszem, od czasu do czasu robili głupie rzeczy, ale i tak SI przeciwników w tej grze robi wrażenie. Nie można niestety tego samego powiedzieć o naszych współtowarzyszach, którzy nie raz wyskakują zza rogu i straszą nas jak przeciwnicy (w rezultacie dostają serię z karabinu), bądź po prostu pchają się pod lufę nawet jeśli akurat prowadzisz ostrzał.

Multiplayer

To jest temat na osobny wpis, gdyż nie miałem kiedy usiąść i porządnie pograć w sieci, a dwie godziny rozgrywki to jednak nadal za mało żeby móc wyrazić rozsądną opinię na ten temat.

Czy zatem warto się zainteresować?

Kampania nie jest mistrzem długości – raptem 6-7 godzin rozgrywki na normalnym poziomie trudności. Zaczynam się jednak zastanawiać czy długość gry ma znaczenie. Być może w przypadku gier przygotowych… RPG? W przypadku Call of Duty: Black Ops nie jest to ważne, gdyż przez 100% czasu kampanii dostajemy świetną grę, która wciąga zarówno rozgrywką jak i sensownie skonstruowaną warstwą fabularną (nawet jeśli zawiera oklepane tematy).

Call of Duty: Black Ops to gra, którą trzeba mieć w swojej kolekcji, bądź przynajmniej zetknąć się z nią na 2-3 wieczory w celu wciągnięcia kampanii dla jednego gracza. Zdecydowanie jest to czas, którego nie można uznać za zmarnowany.

Tak jak pisałem kilka zdań wcześniej – do tematu Black Ops jeszcze powrócę jak dłużej popykam w trybie multiplayer, który póki co zapowiada się równie dobrze, jak nie lepiej niż kampania.

GRAĆ!!!