Asset 3

Mass Effect 3 – Recenzja

Andrzej Kała / 15.04.2012
komentarze: 0

BioWare wreszczie uraczyło nas zakończeniem trylogii Mass Effect skupiającej się na postaci Sheparda. Pora zatem odpowiedzieć sobie na pytanie – czy warto było tyle czekać na Mass Effect 3 i czy zakończenie tej podróży jest równie dobre jak podróż sama w sobie?

Historia

Jak zapewne wszyscy już doskonale wiemy zarówno z Mass Effect 2 jak i tony zwiastunów Mass Effect 3 Żniwiarze atakują Ziemię, a także pozostałe planety powoli ale skutecznie niszcząc życie w Galaktyce.

Shepard nie ma łatwego zadania – siły Żniwiarzy przewyższają liczebnie cała armię ziemską, więc szybko oczywistym się staje że to jest moment w którym wszystkie rasy muszą się zjednoczyć i stanąć razem do walki ze wspólnym wrogiem. W teorii – prosta sprawa, ale jak pokazuje z czasem praktyka – jest to dosyć karkołomne zadanie i nie raz będziemy stawiani przed trudnym wyborem.

Od samego początku Mass Effect 3 stawia na szybkie tempo i ukończenie każdego kolejnego zdania związanego z głównym wątkiem fabularnym popycha fabułę bardzo mocno do przodu. Bez dwóch zdań właśnie fabuła jest najmocniejszą stroną najnowszego rpg od BioWare.

Strona techniczna

Silnik napędzający Mass Effect 3 powoli zdradza już swój wiek. Czasami pojawiają się problemy z płynnością animacji, czasem postacie podczas dialogów znikają, bądź mają dziwnie zwrócone twarze i oczy. Na szczęście takie niuanse widoczne są jedynie podczas dialogów, nie psując ogólnego wrażenia podczas zasadniczej rozgrywki. Mass Effect 3 chce być piękny i większości przypadków faktycznie jest, ale ogarniczenia obecnej generacji konsol są widoczne i miejscami potrafią razić.

Dźwiękowo jest natomiast jak zawsze – fenomenalnie: świetnie dobrani aktorzy, którzy wzorowo wywiązali się ze swoich zdań, dzięki czemu mamy bardzo naturalnie brzmiące dialogi, wszelkiego rodzaju efekty dźwiękowe na piątkę z plusem, że o podkładach muzycznych nie wspomnę.

Rozgrywka

Importując zapis z Mass Effect 2 nie miałem wyboru trybu rozgrywki – BioWare w takim wypadku dokonuje wyboru za nas i wrzuca nas na ścieżkę RPG. Moim zdaniem – jedyną słuszną gdyż wycinanie dialogów czy upraszczanie rozwoju postaci odbiera sporo duszy serii, a co za tym idzie – taka rozgrywka nie daje tyle satysfakcji.

Co rzuciło mi się od razu w oczy, to większa ruchliwość Sheparda – skakanie nad przeszkodami, turlanie się miedzy zasłonami – wszystko jest szybkie, dynamiczne, zupełnie jak w strzelaninie TPP (np. Gears of War). Nie uważam tego jednak za minus, a wręcz przeciwnie – mimo bardziej zręcznościowego charakteru walka jest naturalna i działa bardzo dobrze, choć początkowo wymaga poświęcenia chwili na przyzwyczajenie się.

Dużo większe znaczenie ma także dobór drużyny na kolejne misje i choć nie ma przypadku kiedy danej misji nie możemy wykonać ze względu na źle dobrany zespół, to jednak dobra drużyna potrafi niewspółmiernie ułatwić walkę. Będąc przy temacie drużyny, to warto wspomnieć, że jest ona dużo mniejsza niż miało to miejsce w przypadku Mass Effect 2, ale nadal jej liczebność i wszechstronność jej członków wydają się być dobrane idealnie.

Powraca skanowanie planet, które bez dwóch zdań było udręką w Mass Effect 2. Twórcy posłuchali fanów i tym razem nie dość, że są to zadania kompletnie poboczne, to samo skanowanie jest uproszczone do granic możliwości – podczas procesu skanowania cały czas widzimy strzałkę kierującą nas w stronę celu.

Nowością natomiast jest wskaźnik Galaxy Readiness, który informuje nas o stopniu gotowości galaktyki do wojny. Od jego poziomu zależy tak naprawdę jakie otrzymamy zakończenie i czy nasza misja zakończy się powodzeniem. Poziom ten możemy podnosić na kilka sposobów – wykonując zadania poboczne, grając w trybie multiplayer, czy choćby korzystając z aplikacji Mass Effect Datapad na urządzenia z systemem iOS.

Podróż

Moim zdaniem jednak wszystko co mogliście przeczytać powyżej jest po prostu bardzo dobrym uzupełnieniem fundamentu jakim jest właśnie wspomniana na samym początku historia. Wszelkie niedoróbki graficzne, jakieś drobne bugi dźwiękowe czy nawet konieczność przyzwyczajenia się do sterowania postaciami – to wszystko po prostu znika i staje się tłem dla niesamowitej wręcz podróży, której jesteśmy uczestnikami od pierwszej do ostatniej minuty.

Tak właśnie patrzę na Mass Effect 3. Jest to jeden z niewielu tytułów, który powodował że podejmując pewne decyzje albo czułem ulgę, albo byłem wściekły na siebie. Kilku decyzjom towarzyszyl smutek, większości jednak radość i spełnienie. Właśnie dlatego uważam, że Mass Effect to seria, którą każdy powinien poznać, ale co najważniejsze – poznać od pierwszej odsłony. Owszem, Mass Effect 3 świetnie nadrabia zaległości za tych, którzy wcześniej nie grali w żadną z wcześniejszych części, ale w ten sposób traci się wiele smaczków, niuansów a relacje między naszym protagonistą i załogą Normandii stają się niezrozumiałe, a być może nawet nieco płytkie.

Dużo kontrowersji wywołało również zakończenie Mass Effect 3. Spolierów nie będzie! Dla mnie zakończenie było bardzo dobre i satysfakcjonujące i choć ekipa BioWare mogła rozegrać tę kwestię nieco lepiej, lament który podniósł się w internecie jest mocno przesadzony. Analizując jednak jeden z materiałów umieszczonych w serwisie YouTube zacząłem się zastanawiać – czy faktycznie zakończenie jest tak proste jak nam się wydaje… ale to już innym razem.

Podsumowanie

Jeśli mieliście okazję zagrać w którąkolwiek z poprzednich odsłon, to jestem więcej niż pewien że już albo kupiliście i skończyliście Mass Effect 3 albo macie to w planach na najbliższy czas. Bez dwóch zdań to fantastyczne zakończenie trylogii i choć owszem, ma kilka niedociągnięć od strony technicznej, to jest pozycją absolutnie obowiązkową szczególnie jeśli lubicie klimaty science-fiction.

Gdybym miał wystawić jej ocenę, byłaby to 9/10 (odejmuję punkt za drobne potknięcia techniczne).

Ważna kwestia – jeśli podchodzicie do tematu grania „budżetowo” to gorąco zachęcam Was do zapoznania się z serią od samego początku. Pierwsze dwie odsłony serii chodzą już po 40-60zł za sztukę, a zanim się z nimi uwiniecie Mass Effect 3 również mocno potanieje. W ten sposób jednak dacie sobie szansę na poznanie moim zdaniem najlepszej trylogii rpg osadzonej w klimatach science-fiction jaka powstała.

Tryb multiplayer z premedytacją zostawiam na osobny wpis, bo Mass Effect 3 jest dla mnie grą, którą kupuje się głównie dla kampani dla jednego gracza.