Playing Daily

Uprising ’44 – Recenzja gry, która nie powinna zostać wydana

Opublikowany:
Przez: Andrzej Kała

Pierwsze materiały związane z Uprising ’44 średnio mnie przekonywały do siebie, ale mimo wszystko kibicowałem DMD Enterprise. Kiedy studio postanowiło zmienić silnik graficzny, odzyskałem nadzieję że to faktycznie może być dobry tytuł. Potem jednak został zaprezentowany pierwszy materiał z rozgrywki. A jak prezentuje się produkt końcowy?

Jak zapewne domyśliliście się po tytule – tragicznie. Pójdę na rękę DMD Enterprise, które bierze przykład z największych graczy w tej branży wypuszczając pierwszy patch do Uprising ’44 w dniu premiery i to właśnie o tej wersji napiszę. Mimo iż wyznaję zasadę, że nie piszę recenzji przed ukończeniem gry, w tym przypadku zrobię wyjątek.

Przez chwilę było miło

Zacznę od tych rzeczy, które naprawdę mi się podobały w Uprising ’44, bo takie elementy również znalazły się w tej grze. Przede wszystkim widać ile pracy zostało włożone w przygotowanie tekstur – zarówno budynki, mundury jak i otoczenie prezentują się naprawdę dobrze. Tutaj zaznaczę, że przed wgraniem patcha 1.0.1 przeżyłem niesamowite rozczarowanie, bo tekstury się niedoładowywały i wyglądało wszystko tragicznie, całkowicie odbiegając od tego co prezentowały niejednokrotnie publikowane screeny. Drugim silnym punktem tej produkcji jest muzyka. Świetna, klimatyczna zawsze dobrze dobrana – tutaj ogromny plus.

Poniżej znajdziecie porównanie grafiki przed i po zainstalowaniu łatki.

5 minut później zachwyty się skończyły…

Dobrze, opisałem już wszystkie zalety, pora zatem przejść do sedna, czyli niekończącej się liście rzeczy fundamentalnie spapranych. Nie rozumiem jak ktoś mógł podjąć decyzję o wydaniu tej produkcji, ale doskonale rozumiem dlaczego najpierw Cenega wycofała się z planów wydania Uprising’ 44, a następnie LEM nawet nie chciał zostać dystrybutorem. Powiedzmy sobie szczerze, Uprising ’44 to produkt niedokończony, który nie powinien być wydany.

Po pierwsze – animacja postaci, która po prostu jest śmieszna. Każda postać porusza się jak marionetka, a w bieganiu głównego bohatera nie ma ani krzty naturalności. Na dodatek głowa sprawia wrażenie przyklejonej do ekranu, gdyż jest to jedna w pełni statyczna część ciała naszego protagonisty.

Druga sprawa, to dialogi. Ich poziom jest średni w najlepszym wypadku, a aktorzy recytują po prostu suche zdania z kartki niespecjalnie przy tym się starając. Do tego niektóre „czerstwe gadki” mające dodać nieco kolorytu naszym bohaterom są zwyczajnie żenujące. Przykłady? Proszę bardzo. Na początku drugiego rozdziału nasza grupa ma pomóc zdobyć jakiś plac (wybaczcie ale bylem tak załamany, że nawet nie zapamiętałem jaki) – ruszamy więc szybkim krokiem spod barykady pod ostrzałem Niemców, w kierunku alei gdzie czai się na nas kilku snajperów… w połowie drogi jednak napotykamy samochód a dwójka naszych towarzyszy ucina sobie przydługą pogawędkę na jego temat. Już całkowicie pominę czerstwe żarty jakie wtedy padają, ale poważnie – są lepsze sposoby na pokazanie graczowi ładnego elementu otoczenia.

Skoro jesteśmy przy dialogach, to dołożę jeszcze odrobinkę „niuansów”. W trakcie rozmowy postaci potrafią nie poruszać w ogóle ustami. Jest to mocno losowe, ale zdarza się bardzo często. Dodatkowo gestykulacja jest kompletnie niezwiązana z wypowiadaną kwestią, o kontekście miejsca czy rozmawiających postaci nawet nie wspomnę.

Rozgrywka

No dobra, ale przecież to tylko warstwa techniczna, więc jeśli rozgrywka jest ok. to takie rzeczy można przeboleć. Owszem, ja zawsze wyznaję taką zasadę, ale w przypadku Uprising ’44 rozgrywka to jakieś nieporozumienie.

Rozgrywka składa się z dwóch elementów – strzelaniny TPP oraz czegoś w rodzaju taktycznej strategii. Oba elementy kuleją i z mojej perspektywy są po prostu niegrywalne.

Na początek element taktycznej strategii. Nasz bohater wydaje rozkazy spoglądając na pole walki z wysoko położonego punktu (w moim przypadku była to akurat kamienica), a więc żeby cokolwiek widzieć używa lornetki. Ekipa DMD Enterprise pomyślała, że fajnie by było zasymulować spoglądanie przez lornetkę poprzez przesłonięcie części ekranu. Koncepcja ciekawa, ale pierwszy tester powinien już się zorientować że zasłania całkiem spory kawał pola walki.

Głupkowatość naszych podopiecznych na szczęście aż tak duża nie jest i choć w tym przypadku w miarę stosują się do naszych poleceń.

Osobną kwestią jest tutaj tryb tpp, w którym nawet mamy okazję dowodzić grupą osób. Pierwsza rzecz, która momentalnie dała się odczuć to chroniczny brak amunicji. Rozumiem, że powstańcy nie mieli jej zbyt wiele, ale ktoś nie pomyślał i zabicie przeciwnika wymaga wpakowania w niego całkiem sporej ilości kulek – oczywiście zakładając, że każdy strzał będzie celny ale o tym za chwilę. Reakcja przeciwników na postrzelenie sprawia wrażenie losowej – czasem zabije go jeden strzał w nogę, czasami dwukrotne trafienie w głowę to za mało. Pomijam fakt, że giną praktycznie zawsze w ten sam sposób.

Powyższe ma zastosowanie w przypadku trafienia przeciwnika, ale to nie zawsze ma miejsce. Owszem, powstańcy w większości mogli nie być obeznani z bronią, stąd takie sytuacje ale… zaraz zaraz, przecież my się wcielamy w postać członka oddziału Silent Shadows, który został wysłany do Polski aby wspierać postańców. No cóż, jeśli to autentyk to ja się nie dziwię, że przegraliśmy powstanie z takim wsparciem…

Możemy zapomnieć o jakimkolwiek „przyklejaniu” celownika do celu, ale to mała wada, a raczej skromne wypomnienie wygodnickiego gracza konsolowego. Potężnym problemem jest tutaj celowanie myszką… tak – CELOWANIE MYSZKĄ JEST PROBLEMEM. Próbowałem różnych ustawień, ale podczas celowania wszystko zaczyna pływać i precyzyjne poruszenie bronią po prostu nie wchodzi w grę. Tak więc w momencie kiedy musiałem szybko i precyzyjnie oddać cztery strzały aby wyeliminować niemieckich snajperów, z których czwarty ledwo wystawał głową z okna – dałem sobie siana.

Sprawy poruszania się czy celowania nie upraszcza wciskane na siłę rozmycie obrazu podczas szybkiego ruchu. W zasadzie to nawet nie szybkiego, ale jakiegokolwiek obrotu – po prostu jakiś totalny absurd.

W grze mamy również nowoczesny cover system, który działa czasem i jedynie w przypadku naszego bohatera. To co odstawiają szkopy przechodzi ludzkie pojęcie. Najlepiej zilustruje to screen poniżej. Ten gość znajduje się właśnie w pełni „za osłoną”.

Na koniec jeszcze kilka słów o naszej „cudownej drużynie pod wezwaniem”. Kiedy wydajemy im rozkaz w 8 na 10 przypadków usłyszymy taką samą odpowiedź, co po 15 minutach potrafi doprowadzić do szału. Ich całkiem prawdziwa nie-inteligencja woła o pomstę do nieba. Wydanie rozkazu ostrzelania przeciwnika graniczy z cudem, a w 90% przypadków wydanie jakiegokolwiek rozkazu jest całkowicie olewane.

Dajcie sobie spokój

Uprising ’44 to gra, której chyba nikt nie testował. To co najwyżej nadaje się na jakieś wczesne tech demo, które ma pokazać potencjalnemu inwestorowi zarys końcowej produkcji. Spędziłem z tą grą 3 godziny, naprawdę bardzo chciałem ją skończyć ale po prostu nie mam nerwów, cierpliwości a już napewno szkoda mi na nią czasu.

Jeśli czekaliście na nią ze względu na tryb TPP, to polecam Wam zainwestować pieniądze odłożone na Uprising ’44 w absolutnie najlepszą grę wojenną jaką jest Brothers in Arms: Hell’s Highway. To podręcznikowy przykład pokazania dużego konfliktu zbrojnego z perspektywy żołnierza.

Natomiast dla wszystkich, którzy mieli ochotę na taktyczną strategię polecam dołożyć do uzbieranej kwoty 2 dolary i zainwestować w taki klasyk jak Commandos. Wszystkie trzy części możecie zakupić na GOG.com za niecałe $16. Będziecie bawić się lepiej, dłużej i bez tony irytujących pierdół.

[Aktualizacja] Dostałem właśnie informację od Cenegi, że w sklepie muve.pl możecie wyrwać wszystkie cztery części Commandos za 23zł. Owszem, to promocja, ale nawet standardowe 29zł to oferta zdecydowanie lepsza niż Uprising ’44.

Nie jestem do końca pewien jak wygląda kwestia Powstania Warszawskiego jako tła historycznego w Uprising’44 i ile o tym powstaniu możemy się z gry dowiedzieć, ale przez 3 godziny spędzone z grą niewiele się dowiedziałem. Za 70zł lepiej wybrać się do Muzeum Powstania Warszawskiego, lub jeśli nie macie takiej możliwości – kupić dowolny film dokumentalny lub album.

Uprising ’44 to kompletna porażka, która nie jest warta nawet załączenia do dowolnej gazety komputerowej. Powiem nawet więcej – jest to gra, której nie warto nawet piracić (choć nie popieram w ogóle takiej działalności), bo jeśli przypadkiem złapie Was na gorącym uczynku policja, znajomi będą się z Was śmiać do końca życia.

Nasza ocena