Asset 3

Przyszłość grania – rzut okiem do szklanej kuli

Adam Kubaszewski / 13.10.2012
komentarze: 0

Do tekstów w stylu ‚co będzie za kilka lat’ zawsze należy podchodzić z dużym dystansem. Wystarczy spojrzeć na różne wizje przyszłości chociażby w filmach – dzisiejsza teraźniejszość wygląda zupełnie inaczej, niż wyobrażali to sobie ówcześni scenarzyści. Wytężmy jednak wyobraźnię – jak mogą wyglądać gry w 2017 roku?

Myślę, że niewiele zmian zajdzie w samym sprzęcie do grania. Oczywiście, zarówno pecety, jak i konsole nowej generacji będą wielokrotnie potężniejsze i bardziej wydajne, jednak sama rozgrywka nie będzie się zbytnio różnić od tego, co mamy teraz. Na pewno nowe wersje Kinecta oraz Move zaoferują większą precyzję, jednak sama filozofia gry pozostanie niemal dokładnie taka sama. Ciężko w tej materii wymyślić coś nowego, a próba zmiany (prawie) ideału, czyli dzisiejszych kontrolerów wcale nie musi wypalić. Brak większych innowacji na tym polu może wykorzystać jakaś przyczajona dotąd firma i wypuścić własną konsolę – już widzę reklamy Apple i ogłaszanie nowej ery grania. 🙂

Rewolucja może natomiast nadejść w wyświetlaniu, choć nie jestem pewien, czy nadszedł już na to odpowiedni moment. Miniaturyzacja dotknęła również projektory, a zainstalowanie w konsoli miniaturowego rzutnika to ciekawy pomysł – dzięki temu nie dość, że drogi telewizor stanie się zbędny, to jeszcze obraz wyświetlany na ścianie będzie większy. Takie rozwiązanie ma oczywiście wiele minusów (konieczność grania po ciemku, słabsza jakość), jednak po kilku latach projektory mogą zastąpić dzisiejsze LCDki I plazmy. Na dzień dzisiejszy jedyną pewną oznaką postępu jest rozwój zarządzania danymi w “chmurze” i wzrost znaczenia smartfonów i handheldów kosztem tradycyjnych pecetów i konsol.

Za bardzo nie zmienią się również same gry, poza nadejściem kolejnej generacji grafiki. Na pewno możemy się spodziewać coraz większej interaktywności (czego najlepszym przykładem może być sukces Watch Dogs na tegorocznych targach E3).

Prawdziwa rewolucja dotknie za to całej branży – działania największych graczy na rynku jednoznacznie zmierzają do zabicia handlu używanymi produkcjami, a ze starcia z elektroniczną dystrybucją na tarczy wrócą tradycyjne, pudełkowe wydania. Odnoszę wrażenie, że twórcy powoli tracą pomysły na ciekawe rozwiązania, bo przecież lepiej zainwestować w sprawdzoną markę niż ryzykować straty. Brak kreatywności już teraz owocuje manią sequeli, a kolejne edycje Call of Duty, Assasin’s Creed czy Battlefield robią coraz mniejsze wrażenie.

Społeczność już wyraża głębokie niezadowolenie z tego powodu (stąd sukces między innymi platformy Kickstarter), jednak przyszłość widzę w czarnych barwach. Próba stworzenia takich tytułów jak Wasteland II to świetna inicjatywa, chociaż na grę klasy AAA nie ma co liczyć – po prostu nie ta finansowa liga i nie te czasy. Dyktatura wydawców bardzo negatywnie odbije się na jakości produktów i może dojść do takiej samej sytuacji, jaka panuje na rynku muzycznym – w efekcje zupełne beztalencie staje się gwiazdą dzięki wsparciu bogatych wytwórni i agresywnemu, nachalnemu marketingowi, natomiast prawdziwe perełki tkwią gdzieś w czeluściach Internetu. Stworzenie gry to dziś ogromne przedsięwzięcie wymagające znacznych środków, przez co na taki krok stać niewiele firm – a na pewno znajduje się to poza zasięgiem kilku utalentowanych, pomysłowych, żądnych sukcesu pasjonatów informatyki. Sad but true.

Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że jestem kiepskim prorokiem i moje przepowiednie się nie sprawdzą – może wystarczy zaufać najtęższym umysłom w branży?