Asset 3

The Walking Dead: Episode 4 – recenzja

Andrzej Kała / 13.10.2012
komentarze: 0

Czas między premierą Episode 3 i najnowszą częścią The Walking Dead upłynął zaskakująco szybko. Studio Telltale Games jednak zadbało mimo wszystko o szybką powtórkę wydarzeń z poprzedniego epizodu i już mogłem przemierzać ulicę Savannah. Ukończenie tego odcinka zajęło mi ok. 3 godzin, więc pora najwyższa podzielić się wrażeniami.

Przede wszystkim odniosłem wrażenie, że odcinek ten ma o wiele cięższą atmosferę niż poprzedni. Powoli całej grupie daje się we znaki nieustająca walka o przetrwanie i wszechobecne poczucie zagrożenia. Nie brakuje oczywiście szybkiej akcji i w kilku sytuacjach podobnie jak w przypadku Episode 3 do szału doprowadzało mnie sterowanie – w pewnym momencie od wycelowania i wciśnięcia odpowiedniego przycisku zależy życie naszego bohatera. Prosta sprawa – typowe „prawie” QTE, problem jednak w tym że w trakcie całej akcji kamera zmienia kąt, a więc i nasz kursor się przesuwa – jeśli gramy myszką bądź na ekranie dotykowym – zero problemu, ale nim chwycimy znów za gałkę, najedziemy na odpowiednie miejsce i wciśniemy przycisk… nie obeszło się bez kilku podejść.

Czwarty epizod to chyba pierwszy odcinek, który kilkakrotnie uderza naprawdę mocno. Wychodzą na wierzch długo chowane urazy, atmosfera mocno się zagęszcza, a dodatkowo kilka szokujących odkryć mnie wręcz zamurowało z padem w ręku. Po raz kolejny w naszych rękach będziemy trzymać życie innych osób, ale najcięższa scena w całym odcinku moim zdaniem miała miejsce na prawie samym początku i miała związek.. z łopatą. Więcej nie zdradzę, nie będę spoilerował. Studio serwuje nam świetnie napisaną opowieść, małymi partiami z których każda kolejna kończy się świetnym cliffhangerem.

Nie ma co się oszukiwać – ściągajcie i to już, kolejny odcinek warty spędzonego z nim czasu i warty każdej wydanej złotówki.