Asset 3

Wojny konsolowe – ja wysiadam.

Andrzej Kała / 19.06.2013
komentarze: 0

PS4 / Xbox One - Pady

Im dłużej czytam wszelkie argumenty za i przeciw, tym bardziej dochodze do wniosku (jakże oczywistego), że całe to licytowanie się jest zupełnie bez sensu. Miał z tego być komentarz w jednej z grup na Facebooku, ale im dłużej pisałem, tym bardziej doszedłem do wniosku że robi się to za długie. Postanowiłem więc dać sobie upust tutaj.

Dwa różne modele biznesowe

Dla osoby witającej Xbox One z otwartymi ramionami wszystko jest spoko – jemu odpowiada ten model biznesowy i już. Nie interesuje go wymiana, nie interesuje go pożyczanie ani używki. Stać go na to aby kupić grę w dniu premiery i OK. Co więcej – nawet jeśli zachce mu się sprzedać grę, czy też pożyczyć ją znajomemu – oferowane przez Microsoft rozwiązania są jak najbardziej w porządku i nie stanowią przeszkody.

Druga grupa osób patrzy na to inaczej, bo ich budżet jest mocno ograniczony, więc dla nich ważniejsza jest możliwośc kupienia gry z drugiej ręki za powiedzmy 50% ceny po 2 miesiącach, bo wtedy będą oni mogli kupić takie gry dwie. To też jest OK! Do takiego modelu przywykliśmy, tak model obecnie funkcjonuje.

Mojej konsoli sprzeda się więcej sztuk!

Umówmy się – jakie to tak naprawdę ma znaczenie. Co z tego, że teraz wszyscy w ankietce na Amazonie czy innym serwisie klikają sobie PS4, a fanboje Xbox One wrzucają przykłady gdzie króluje konsola Microsoftu, skoro zapewne skończy się na tym że podobnie jak w przypadku tej generacji sprzedaż w końcu rozłoży się mniej więcej po połowie.

Kwestia przyzwyczajeń

xbox360-cat

Od zawsze kupujemy gry w pudełkach (pomijam XBLA/PSN) i od zawsze po prostu wkładaliśmy je do napędu i działały. Zmiana tych przyzwyczajeń w tak drastyczny sposob musi zawsze wiązać się z oporem (trzeba być bardzo naiwnym żeby kogoś taka reakcja ludzi szokowała) i dostosowanie się do nowych koncepcji zajmie trochę czasu.

To samo tyczy się podbijania ceny konsoli poprzez dołożenie Kinecta – owszem, wiele osób będzie się jarało tym gadżetem, co więcej – pozwoli to na mocne inwestowanie developerów w wykorzystanie tego urządzenia. W tym przypadku jednak Microsoft zabiera możliwość wyboru osobom, które tego dodatku po prostu nie chcą i nie ma się co dziwić że ludzie się denerwują.

Zresztą tak jest z calym krzykiem cenowym – Sony postawiło na niższą cenę i pewną elastyczność – chcesz Playstation Eye to sobie dokupisz i choć po zakupieniu tego gadżetu ceny konsoli zapewne się wyrównają, to jednak chodzi właśnie o możliwość wyboru.

Sony prezentuje stanowisko bliższe temu, do czego się przyzwyczailiśmy więc automatycznie – bardziej nam to odpowiada bo to znamy. Microsoft wprowadza sporo radykalnych zmian, nie do końca wyjaśniając dalczego, po co, co nam to da, co nam to zabierze – ze strachu przed zmianami automatycznie stawiamy opór. Z każdym kolejnym komunikatem prasowym sprawa się coraz bardziej wyjaśnia, ale do pełnego obrazu sytuacji zarówno w przypadku Xbox One jak i PS4 jeszcze daleka droga.

Ja wysiadam

Tak więc.. czekałem do E3, pojarałem się, pokrzyczałem, a teraz sobie usiądę na spokojnie i będę czekał na rozwój wypadków. Do listopada jeszcze kupa czasu, wiele premier na Xbox360, mam kilkanaście (jak nie więcej) gier zaległych więc mam w co grac, a wojny konsolowe niech się toczą tam… z boku.

Nie oznacza to, że nie będą się tutaj pojawiały informacje na temat Xbox One i PS4 – co to to nie! Nie przepuszczę nawet najmniejszej informacji. Najzwyczajniej w świecie – dopóki nie wiem na czym stoję, nie zamierzam nikomu dać 1500-2000zł.

Nie dostanę konsoli w dniu premiery? Trudno – gier mi nie zabraknie.