Asset 3

The Walking Dead: 400 Days – recenzja

Piotr Szychowski / 6.07.2013
komentarze: 0

Stopniowe wypuszczanie nowego dodatku do The Walking Dead spowodowało, iż posiadacze konsol Xbox 360 zmuszeni byli grzecznie przeczekać wtorkową premierę 400 Days w wersji na Playstation 3, a także środowe pojawienie się DLC na komputerach osobistych i Macach. Nasza cierpliwość została jednak nagrodzona i od wczorajszych godzin popołudniowych każdy zainteresowany może The Walking Dead: 400 Days nabyć. Tylko czy warto?

Historia niejedno ma imię

Tym razem studio Telltale Games oferuje nam zupełnie nowy i odmienny rozdział w poznanej wcześniej opowieści, choć różni się on przede wszystkim sposobem prowadzenia fabuły. Gra rozpoczyna się od stosownego intra, które szybko przenosi nas do znanej z teaserów i zapowiedzi tablicy informacyjnej w przydrożnym Gil’s Pitstop.

Umieszczone na niej zdjęcia bohaterów, każde opatrzone imieniem, pozwalają na odtworzenie ich osobistych historii, a właściwie fragmentów, które w największym stopniu odcisnęły swe piętno, w przeciągu tytułowych czterystu dni liczonych od wybuchu epidemii. Wszystko w nienarzuconej kolejności, ponieważ dopiero epilog spaja układankę w jedną całość. Dokonujemy więc naszego pierwszego wyboru i zanurzamy się w fabule, która wyrywkowo ujawnia losy Vince’a, Wyatt’a, Bonnie, Russel’a oraz Shell.

The Walking Dead - 400 Days

Krótko, zwięźle, nie na temat

Szybko jednak okazuje się, że podzielona na mini-epizody historia to zlepek dosłownie kilku scen i lokacji, które często nie pozwalają nawet na swobodną eksplorację. Dla przykładu cały fragment Vince’a rozgrywa się w więziennym autobusie, w dziewięćdziesięciu procentach skupiając naszą uwagę na dialogach, zaś jego ukończenie to robota na góra piętnaście minut. Choć zdarzają się momenty dłuższe i bardziej dynamiczne: ucieczka przez pole kukurydzy, przemykanie pomiędzy osłonami, ciągle towarzyszy nam nieodparte wrażenie, że gdzieś to już było, i było wykonane lepiej.

Historia pędzi na złamanie karku, a krótkie migawki nie pozwalają dobrze utożsamić się z poszczególnymi bohaterami, wczuć się w ich sytuację. Sprawdzało się to w The Walking Dead i w 400 Days przydałoby się nawet bardziej, zważywszy na ilość trudnych wyborów, które przychodzi nam podjąć. Osobiście odczułem niemal przeciążenie odpowiedzialnością, jaką obarczyli mnie twórcy. Śmiem jednak powątpiewać, czy faktyczne konsekwencje moich decyzji będą zauważalne w sezonie drugim. Pierwsze pięć epizodów nauczyło, że „wybieranie mniejszego zła” ma dla gracza charakter czysto psychologiczny, bowiem główny nurt historii pozostaje niezmieniony.

The Walking Dead - 400 Days

To, czego jeszcze brakowało mi w grze to elementy łamigłówkowe, choćby w ich najprostszej odsłonie i przede wszystkim brak szumnie zapowiadanego odniesienia do całego pierwszego sezonu. 400 Days wymaga działania podstawki i korzysta z wcześniejszego pliku zapisu, jednakże historia Lee i Clementine jest tematem tabu. Luźny wtręt, dotyczący wątku łodzi w Savannah, raczej nie zaspokaja oczekiwań fanów.

Zombie.rar

Trzeba to sobie wyjaśnić. The Walking Dead: 400 Days nie jest rozszerzeniem złym. Odnoszę po prostu wrażenie, że twórcy chcieli opowiedzieć w prezentowanym DLC jak najwięcej, przy jednoczesnym pozostawieniu większości smaczków na premierę sezonu numer dwa. Dlatego właśnie wyszedł im twór chaotyczny i mocno skondensowany, ale w jakimś stopniu broniący się klimatem pierwowzoru. Szkoda tylko, że podczas recenzowania gra dwukrotnie zawiesiła się na ekranie końcowym, wobec czego nie dane mi było zobaczyć tablicy statystyk, podsumowującej wybory takoż moje, jak i całej społeczności.

The Walking Dead - 400 Days

Jeżeli siedemnaście złotych (400 MSP w przeliczeniu na oko) naprawdę uwiera was w kieszeni, możecie kupić. Zawsze to dwie godziny więcej obcowania ze światem wykreowanym przez Roberta Kirkmana, a i niejedno osiągnięcie wpadnie przy okazji. Bardziej polecałbym jednak wstrzymać się do wypuszczenia drugiego sezonu. Dodatek nie zdrożeje (prędzej pojawi się na promocji), zaś zagranie w niego teraz tylko niepotrzebnie rozdmucha wasze oczekiwania. Lepiej poznać fabułę później i zapewnić sobie jej ciągłość, niż przejść 400 Days teraz i nadal nie wiedzieć nic.