Hearthstone: Heroes of Warcraft – beta-test
Bycie laikiem w temacie karcianek ma swoje zalety. Człowiek może na spokojnie przysiąść do konkretnej produkcji, ograć ją i wydać opinię, nie siląc się na niepotrzebne porównania. Zresztą działa to w każdym przypadku, nawet takim nie związanym z grami. Zobaczcie zatem, jak owe podejście sprawdziło się przy próbach zabawy z Hearthstone: Heroes of Warcraft – nową elektroniczną grą karcianą od Blizzarda.
Zazwyczaj unikam beta-testów gier. Nie w smak mi krzyki i walka o klucze dostępu, kolejki i tłok na serwerach, bugi, problemy i utrudniony dostęp do wielu aspektów rozgrywki. Jeśli mam płacić taką cenę za wcześniejszy dostęp do danego tytułu, wolę najzwyczajniej w świecie sobie odpuścić i poczekać do premiery. Z Hearthstonem sytuacja była inna, bo o ile jest to tytuł promowany logiem jednego z najbardziej wpływowych rekinów w branży, o tyle sama gra to mikrus – ot, niezobowiązująca odskocznia od poważniejszych produkcji, choćby Diablo III (jeżeli pozostajemy już w blizzardowskich kręgach).
MAŁE JEST PIĘKNE?
Nie ma w tym stwierdzeniu nic obraźliwego, ani ujmującego nowej grze Blizzarda. Co więcej, jestem niemal przekonany, że twórcy sami powzięli sobie zobowiązanie stworzenia produktu dostępnego dla wszystkich i potrafiącego zająć gracza na te przysłowiowe „piętnaście minut”, kiedy np. zaraz musi wyjść z domu lub ma przerwę na uczelni. Nie znaczy to oczywiście, że Hearthstone nie potrafi skraść nam większej ilości czasu, bynajmniej. Jednakże nie uprzedzajmy faktów, bo przygodę z omawianą karcianką rozpoczyna się od rzeczy zgoła odmiennej…
… czyli od szerokiego uśmiechu. A powód tej radości (przynajmniej w moim przypadku) jest prosty – mamy do czynienia ze świetnym polskim udźwiękowieniem. Hearthstone już w fazie bety otrzymał pełne spolszczenie, włączając w to głosy rodem z Warcraft III. Nie dziwi zatem nagły powiew nostalgii i specyficzne mrowienie w głowie zwiastujące nawrót miłych wspomnień, związanych z wieloletnim klasykiem. Przyjemny głos narratora wita nas w progach tawerny i zaprasza do stołu, gdzie stawiać będziemy czoła kolejnym przeciwnikom.
Ekran główny jest swego rodzaju centrum dowodzenia, z którego mamy możliwość przeskoczenia do interesujących nas kategorii. Menu wykonano bardzo czytelnie i przejrzyście i nie ma mowy, aby poczuć dezorientację czy zagubienie. Pierwsze co rzuca się w oczy to tryby gry, ale niżej znalazło się miejsce dla ikonek przenoszących nas do sklepu, widoku naszych talii i opcji.
Rodzaje zabawy rozbito na trzy grupy i są to: pojedynki, trening oraz arena. Zacznę może od drugiego, ponieważ tak naprawdę dzięki ćwiczeniom dostajemy możliwość bezbolesnego wkroczenia w wir zabawy. Podczas treningu mierzymy się z AI, gdzie dowolną klasą i talią podejmujemy dowolnego komputerowego oponenta. Co ważniejsze, to właśnie ten tryb pozwala szybko odblokować kolejnych bohaterów, w bardzo łatwy sposób – wystarczy wygrać jeden mecz.
Wzbijanie się na wyżyny swoich umiejętności rozwiązano inaczej niż w popularnym League of Legends. W Hearthstone nie zdobywamy poziomów doświadczenia dla całego konta, ale dla odpowiednich avatarów, podzielonych na dziewięć klas: wojownika, paladyna, kapłana, czarnoksiężnika, szamana, łotra, maga, druida i łowcę. Każdy z nich to postać charakterystyczna, znana ze świata Azeroth i rozpoznawana nie tylko przez najbardziej zagorzałych fanów serii. Spotkamy więc Jainę Proudmoore, ale także Garrosha Hellscream’a.
Najważniejszy aspekt gry to oczywiście talie i pojedyncze karty. Te ostatnie podzielono na klasowe, wykorzystywane przez odpowiednie typy bohaterów, i ogólne, którymi uzupełnimy nasze kolekcje. Pomiędzy pojedynkami, karty możemy składać dowolnie, a także ulepszać je oraz tworzyć nowe. Służy do tego tryb rzemiosła oraz diamentowy pył, pozyskiwany z rozkładania kart złotych i kupowany w sklepie. Zdobycie dziesiątego poziomu każdym z bohaterów owocuje odblokowaniem podstawowych dwudziestu kart w jego talii, czyli tak naprawdę bazy, by cokolwiek w Hearthstone ugrać. Z kolei samo odblokowanie każdego herosa daje nam dostęp do areny.
Pierwszy wstęp na arenę jest bezpłatny, następne kosztują po sto pięćdziesiąt sztuk złota. Zmagania na arenie to na dobrą sprawę rozbudowanie klasycznego pojedynku z żywym przeciwnikiem. Zasady też nie są jakoś przesadnie skomplikowane. Gramy do trzech przegranych, a im więcej wygramy meczy po drodze, tym lepsza nagroda wpadnie na nasze konto. A może to być wszystko: od zastrzyku gotówki (częściowy zwrot za opłatę wejściową), przez rzadkie karty, na diamentowym pyle skończywszy.
ALL IN
Przyszedł wreszcie czas, by opisać, jak właściwie wygląda sama rozgrywka. Przede wszystkim na plus należy zaliczyć fakt, że pojedynki są szybkie i dynamiczne. Mecz trwa góra dwadzieścia minut, ale nierzadko kończy się nawet w połowie tego czasu. Hearthstone jest więc świetną odskocznią od szarej codzienności i pasuje wprost idealnie, gdy mamy dosłownie chwilę, żeby usiąść do konsoli/urządzenia mobilnego. Te ostatnie z nową grą Blizzarda w ogóle stanowią świetne połączenie. Już teraz mogę sobie łatwo wyobrazić, jak przyjemnie byłoby zagrać mecz podczas podróży pociągiem, czy autobusem.
Ale, ale. Grałem na poczciwym PC i było to doświadczenie równie znakomite. Standardowo grę (niezależnie od trybu) rozpoczynamy wybierając talię i bohatera. Potem następuje szybki loading i razem z własnym dobytkiem w postaci kart, przenosimy się na stół do gry. O rozpoczęciu starcia decyduje element losowy (w tym wypadku jest to rzut monetą). W zależności od wyniku albo zaczynamy pierwsi, albo dostajemy do ręki dodatkową kartę. Następnie obaj gracze wymieniają niepotrzebne karty i mecz rusza.
W każdej turze mamy do dyspozycji kryształy many, które w istocie są walutą pozwalającą zagrywać karty. Mana narasta co turę (do maksymalnego, dziesiątego poziomu). Zagrywając karty, bierzemy pod uwagę ich koszt oraz rodzaj. Do wyboru są: czary (działanie natychmiastowe lub aktywowane po spełnieniu odpowiednich warunków), przedmioty dla bohatera oraz stronnicy (w skrócie: żołnierze walczący po naszej stronie, opisani współczynnikiem ataku oraz punktami żywotności i opcjonalnie – cechą specjalną). Rozgrywka kończy się w momencie, gdy jeden z przeciwników straci wszystkie trzydzieści punktów życia lub najzwyczajniej w świecie się podda.
Między sobą gracze mogą komunikować się za pomocą prostych komend głosowych (witaj, dziękuję, przepraszam etc.), brakowało mi za to okienka chatu. Sceptycy mogliby zarzucić mi, że okno dialogowe to najprostszy sposób na dawanie upustu swojej, często mocno niecenzuralnej, wściekłości, ale tak, jak można wyciszyć przeciwnika, można by było przeorganizować chat. Nic to, Blizzard najwyraźniej wie lepiej.
TALIA W KOLORACH TĘCZY
Hearthstone, mimo minimalistycznego wyglądu, naprawdę daje radę. Szczególnie, jeśli chodzi o grafiki na kartach oraz portretach bohaterów. Te mają typową dla uniwersum Warcrafta, bajkową kreskę. Oko cieszą efekty czarów i używanych zdolności, a dopracowane zostały nawet najdrobniejsze elementy planszy. Może się wydawać, że nie ma żadnego sensu bawić się w takie detale i wystarczyłoby zwykłe tło. Jednakże panowie z Zamieci nie pierwszy raz pokazują, że diabeł (he, he) tkwi w szczegółach.
Muzyka to majstersztyk. Te kilka zapętlonych motywów nucimy pod nosem długo po zakończeniu zabawy, choć czytając to, macie pewnie wrażenie, że już po paru meczach oprawa audio denerwuje powtarzalnością. Nic bardziej mylnego. Wspominałem na początku o pełnym spolszczeniu, nie może więc zabraknąć wzmianki o udźwiękowionych komendach głosowych. Herosi nieraz przemówią charakterystyczny dla siebie głosem, wyrażając radość albo niezadowolenie, a okrzyki i pomruki dobiegające „z oddali” wspaniale oddają klimat przesiadywania w tawernie, pośród licznych obserwatorów.
KTO GRA W KARTY…
Mówiłem, że z karciankami miałem niewiele do czynienia, ale Hearthstone kupił mnie od razu. Zrobił to ogólną prostotą, łatwością w opanowaniu zasad i przede wszystkim frajdą płynącą z kolejnych meczy. Rażących błędów i niedociągnięć wynikających z faktu, iż jest to beta, nie dopatrzyłem się, chociaż starałem się zwrócić uwagę na wszystko. Jeśli miałbym już teraz wydać werdykt, powiedziałbym, że Hearthstone wygląda jak gotowy produkt, który może spokojnie wjeżdżać „na półki” i szybko zyska wielu oddanych zwolenników.
Na pewno na jego korzyść przemawia wspomniane szczegółowe dopracowanie – przyznam się, że miałem trudności w złożeniu tego tekstu, bo każdej głupotce chciałem chociaż jedno zdanie poświęcić. Cóż, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Sporo z pewnością odkryjecie sami (Rysio z Klanu, Mięsny Jeż), a resztę zatrzymam dla siebie, do momentu pełnoprawnej recenzji. Jedyne obawy, jakie narodziły się we mnie przy okazji ogrywania tego tytułu są związane z możliwościami serwerów Blizzarda i ich potencjalnym obładowaniem po premierze. Wierzę jednak, że deweloper uniknie podobnych problemów, w końcu od czego są betatesty. Tymczasem śpijcie spokojnie, do siedemnastego grudnia zostało jeszcze trochę czasu, a twórcy Diablo z pewnością chowają jakiegoś asa w rękawie 🙂





