Battlefield: Hardline – wrażenia z bety
Choć beta testy Battlefield: Hardline potrwają jeszcze dłuższą chwilę, to myślę, że przyszła już pora podzielić się swoimi wrażeniami. Czy zatem nowa, mocno kontrowersyjna odsłona serii ma zadatki na ciekawy projekt, czy jest to pomysł całkowicie nietrafiony? Prawda leży gdzieś po środku…
Za tę odsłonę w pełni odpowiedzialne jest studio Visceral Games – zarówno w kwestii kampanii dla jednego gracza jak i trybu multiplayer, natomiast DICE służy jedynie w roli konsultanta, a i to w niewielkim stopniu. Po rozegraniu kilkudziesięciu meczy zastanawiam się powoli… dlaczego Battlefield: Hardline to osobna odsłona, a nie jedynie dodatek.
Dwa tryby rozgrywki
W beta testach dostępne są dwa tryby rozgrywki – Heist oraz Blood Money, choć niestety oba rozgrywane są na tej samej mapie – jedynej dostępnej w becie – High Tension.
Heist
W przypadku tego trybu na samym początku meczu w centralnej części mapy mamy do czynienia z wypadkiem dwóch transporterów opancerzonych, wyładowanych po brzegi gotówką. Zadaniem „złodziei” jest otwarcie rozbitych pojazdów i kradzież gotówki, natomiast policjanci muszą bronić transporterów za wszelką cenę, bądź powstrzymać złodziei przed dostarczeniem gotówki do skarbca jeśli uda im się ją wykraść.
Blood Money
Drugi z dostępnych trybów oferuje bardziej bezpośrednią konfrontację obu stron, gdyż walczą o tę samą kupkę pieniędzy, z której każda z drużyn jak najwięcej chce zgarnąć do swojego skarbca. Dodatkowo samo dostarczenie waluty to nie koniec, bowiem członkowie drużyny przeciwnej mogą nam jeszcze tę gotówkę wykraść!
Levoution
Oczywiście nie mogło zabraknąć firmowego znaku serii, czyli niesamowitych, skryptowanych destrukcji. Tradycyjnie więc możemy „odpalić” kultowe „levolution” i przewrócić ogromny dźwig, który pozmienia odrobinę mapę. Jak to dokładnie wygląda możecie zobaczyć w materiale wideo poniżej.
Jak wygląda sama rozgrywka?
Podobnie jak we wszystkich dotychczasowych odsłonach serii, jeśli nie posiadamy zgranej drużyny to zwycięstwo staje się prawie nieosiągalne. W przypadku Battlefield: Hardline jest to jeszcze mocniej zaakcentowane i uwierzcie mi – nieogarnięty zespół w 90% przypadków przegrywa, no chyba że ma sporo szczęścia. Z jednej strony to dobrze, bo silniej zawiązuje komunikację zespołową, ale z drugiej strony nie oszukujmy się – nie ma cudów, a ludzie nadal bardzo często grają „każdy sobie”.
Kiedy jednak uda się zgrać zespół i faktycznie ludzie zaczynają się ze sobą dogadywać, a co więcej – umiejętnie wykorzystywane są dostępne pojazdy, to zabawa nabiera szaleńczego tempa niczym dobre kino sensacyjne. To właśnie w takich momentach Battlefield: Hardline zaczyna pokazywać „pazur”.
Skoro jesteśmy przy pojazdach, to dostępny wachlarz samochodów nie jest może powalający, ale każdy z pojazdów ma swoją rolę i został dobrze przemyślany. Od szybkich motocykli, którymi łatwo uciec z łupem przez wszechstronne muscle cary czy radiowozy po ciężkie, opancerzone pojazdy wyposażone w działka. Jest więc czym uciekać, jest czym gonić, a także jest czym osłaniać swoich kumpli z drużyny – dla każdego coś miłego.
Sporo zmian wprowadzono również w temacie broni – obecnie od samego początku wszystkie są odblokowane, a jedynie musimy uzbierać odpowiednią ilość gotówki w trakcie rozgrywek, aby móc je wykupić. Czuję zapach mikrotransakcji na kilometr i kojarzę, że chyba temat ten już się gdzieś przewijał… W każdym razie z punktu widzenia „zwykłego gracza” teoretycznie nic się nie zmieni – ot, bronie będziemy mogli zdobywać może nieco szybciej bo wiadomo – późniejsze „levele” wpadają nieco rzadziej. Inaczej sprawa wygląda z dodatkami do broni – te bowiem odblokowujemy do zakupu używając danego pistoletu czy karabinu, dopiero po takim odblokowaniu możemy dokonać zakupu interesującego nas dodatku.
Sama mapa jest całkiem ciekawa, choć nie ma co się oszukiwać – mimo, że mamy do czynienia z całkiem sporą powierzchnią to walki toczone są głównie na jednej ulicy, na której znajdują się cele. Co się z tym wiąże – znakomita część mapy pozostaje całkowicie pusta. Przydałoby się nieco poprawić w tym temacie.
Stary dobry Battlefield?
Mimo iż skojarzenie to pojawiło się już na samym początku zabawy, to mimo wszystko nie opuściło mnie aż do tej chwili – mam wrażenie, że Battlefield: Hardline to po prostu Battlefield 4 z nową skórką. Rozumiem, że pojawi się kampania ale prawdę powiedziawszy odnoszę wrażenie, że nie jest to tytuł, za który warto będzie zapłacić „pełną cenę”. Rozmiar wprowadzonych zmian przypomina mi sławny dodatek Battlefield: Vietnam do Battlefield: Bad Company 2 – jest tego dużo, ale nie na tyle, żeby z tego robić osobną grę.
Sama rozgrywka dostarcza jednak sporo frajdy i pomimo pewnego uczucia niedosytu bawiłem się bardzo dobrze. To wszystko jednak za mało, żeby przekonać mnie do zakupu tej produkcji. Chyba wolę zainwestować jednak w Battlefield 4 Premium, a po BF: Hardline sięgnę już ewentualnie gdy cena nieco opadnie.



