Asset 3

Spacecom – recenzja [PC]

Konrad Ptasiński / 26.09.2014
komentarze: 0

Wyobraź sobie, że jesteś przywódcą kosmicznej floty. Masz przed sobą ekran przedstawiający pole bitwy jakim jest kilkanaście układów planetarnych. Minimalistyczne obrazy wyraźnie pokazują położenie dowodzonej przez ciebie floty. Nie jesteś jednak sam. Z dwóch stron widzisz różnokolorowe trójkąty, które jak wirus przejmują powoli twoje układy. To twoi przeciwnicy. Jeżeli teraz nie wykonasz odpowiedniego ruchu może być już za późno. Nie licz na szczęście, wszystko zależy od twoich decyzji.

Powyższy opis dosyć dokładnie przedstawia jak można się poczuć grając w Spacecom – najnowszą produkcję studia Flow Combine. Zakładając, że odrobinę wysilicie swoją wyobraźnię.

spacecom

Ale o co chodzi?

Spacecom to kosmiczna strategia czasu rzeczywistego nastawiona głównie na rozgrywkę wieloosobową. Jak to bywa z takimi grami, warto się wcześniej trochę przygotować zanim rozpocznie się starcia z innymi graczami. Do tego posłużyć może tryb Misji, który oprócz tego, że stanowi rozbudowany tutorial, przekazuje także podstawowe informacje na temat świata gry. Świata, który wydaje się nie mieć żadnego znaczenia po przejściu do trybu multi, ale dla graczy lubiących zagłębić się w dane uniwersum będzie to miły gest ze strony twórców. Dlaczego wspominam od razu o trybie dla wielu graczy? Odpowiedź jest prosta. Jak już wspomniałem Spacecom to gra nastawiona na ten typ rozgrywki i w moim odczuciu, starcia z SI nie mają zbyt dużego sensu. Nie licząc oczywiście aspektu treningowego. Szybko jednak można załapać podstawy i przejść do dania głównego.

Kosmiczne szachy

Główny trzon rozgrywki w tym tytule to sprawne operowanie trzema rodzajami jednostek –Bojowymi, Oblężniczymi i Inwazyjnymi. Każda jednostka zajmuje się dokładnie tymi czynnościami jakie sugerują ich nazwy. Bojowe nadają się tylko do niszczenia flot przeciwnika, Oblężnicze zajmują się destrukcją systemów, a Inwazyjne przejmują je.

Wspomniane systemy to układy planetarne, które podobnie jak poszczególne jednostki, posiadają zbiór określonych cech. I tak na przykład mamy systemy zdolne do naprawienia uszkodzeń, tworzenia nowych jednostek czy wydobywania surowców, bez których nie stworzymy nic. Wszystkie wspomniane elementy można w jakiś sposób ulepszyć. Systemy można wyposażyć w Tarcze Kinetyczne, Stacje Bojowe oraz Wojska Lądowe. Natomiast sama flota nie posiada takich „modułowych” ulepszeń, a może jedynie zdobywać wyższe rangi.

Mapy, na których wszystko się odbywa są proste, jednak sytuacja komplikuje się kiedy graczy jest więcej. Jednocześnie na mapie może być maksymalnie siedem różnych rodzajów terytoriów. Po jednym dla każdego gracza oraz dodatkowe tereny neutralne. To skutecznie powiększa obszar naszych działań, których celem jest eliminacja wroga i przejęcie (lub zniszczenie) jego baz.

spacecom

Ten prosty koncept rozgrywki zapewnia tak naprawdę masę możliwości. Nie wystarczy zwyczajnie wyprodukować jak najwięcej jednostek atakujących i ruszyć na przeciwnika. Możecie być pewni, że wprawiony gracz po drugiej stronie wykorzysta waszą nieuwagę i po chwili będziecie otoczeni przez wrogą flotę. Dodajcie do tego jeszcze fakt, że nie mamy możliwości zobaczenia odległych o kilka układów poczynań wroga. Dzięki temu nigdy nie można spodziewać się co planują inni gracze.

Nie ma lekko

Spacecom wbrew pozorom nie jest grą na parę minut. Oczywiście, może taką być jeżeli macie ochotę na krótką partyjkę z przyjacielem, ale poważne rozgrywki dla sześciu graczy na największych mapach potrafią pochłonąć potężne ilości czasu. Wtedy trzeba dobrze zastanowić się nad każdym ruchem i dokładnie przemyśleć poczynania wroga. Odpowiednia taktyka to tutaj klucz do sukcesu.

W skupieniu pomaga minimalistyczna oprawa graficzna przywodząca troszkę na myśl produkcje z kultowego Vectrexa. Nie ma tutaj miejsca na jakieś wodotryski z monitora, ale szczerze mówiąc, podczas grania ani razu nie poczułem, żeby czegoś tu brakowało. Dźwięki obecne w grze również pozwalają jeszcze bardziej wczuć się w rozgrywkę. Podczas starć do uszu gracza docierają niewyraźne, zaszumione rozkazy oraz klimatyczna muzyka, która przypominała mi motywy z Mass Effect.

spacecom

Obecnie największym problemem tego tytułu jest niesamowicie niska liczba graczy. W grze, w której głównym filarem jest multi, niedopuszczalna jest sytuacja, podczas której w lobby jest trzech graczy, z czego ostatecznie do stworzonej przez nas gry dołącza tylko jeden. Takich sytuacji niestety miałem sporo. Znalezienie chętnych na dłuższą, kilkuosobową rozgrywkę czasami graniczyło z cudem. Sytuację tę ratuje trochę tryb Potyczki, w którym sami ustalamy ilość przeciwników oraz poziom sztucznej inteligencji. Może to odrobinę przybliżyć nas do wrażeń z multiplayera, ale go nie zastąpi.

Ostatecznie Spacecom to bardzo dobra pozycja dla fanów strategii czasu rzeczywistego, która niejednokrotnie będzie wymagała wytężania swojego zmysłu taktycznego. Jest to gra, przy której można się doskonale zrelaksować i oderwać od codzienności. Mam tylko nadzieję, że w najbliższym czasie społeczność gry się powiększy i problemy ze znalezieniem rywali odejdą w niepamięć.

Grę do recenzji dostarczył wydawca.

W Spacecom zagrywali się również Piotr i Jakub. Ich kilka słów na temat tej produkcji przeczytacie poniżej:

Piotr

Nie jestem wielkim fanem gier strategicznych. Fanem produkcji nastawionych na multiplayer też nie jestem, mimo to do najnowszej produkcji studia 11bit przysiądę chyba na dłużej. Dlaczego?

To, czym przede wszystkim kupił mnie Spacecom jest niezwykle minimalistyczna oprawa i (tylko w teorii) maksymalnie uproszczona rozgrywka. Twórcy kuszą nowatorskim podejściem już od pierwszych minut. Nakaz założenia słuchawek i określenie gry medytacyjną naprawdę każą spodziewać się czegoś nietuzinkowego. Na szczęście Spacecom nie jest leniwy i powolny, bynajmniej. Jego nietypowa struktura zarządzania planetami, zasobami i jednostkami (których są „aż” trzy rodzaje) całkowicie zmienia sposób podejścia do tematu i wymusza od nas postawienie na przemyślane ruchy oraz… wyobraźnię.

I kiedy w uszy wwierca się specyficzna muzyka przeplatana metalicznymi odgłosami rodem z pustych korytarzy jakiejś kosmicznej fregaty, oczy błądzą po mapie imitującej komputerowo wygenerowane linie i wykresy, a w myślach odliczane są kolejne sekundy do inwazji na kluczowy sektor, naprawdę można „odciąć się” od rzeczywistości.

Szkoda tylko, że na razie tak mało osób wyraża chęć gry przez sieć i do zabawy pozostaje trzynaście fabularyzowanych misji pełniących rolę samouczka oraz prowadzenie potyczek ze sztuczną inteligencją. Cóż, może za jakiś czas przybędzie miłośników nowego tytułu od 11bit Studios – wszak Spacecom naprawdę udowadnia, że cierpliwość jest cnotą.

Jakub

Grając w Spacecom nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że to jest taki DEFCON w przestrzeni kosmicznej. Tam i tu mamy prostą, ale przejrzystą oprawę wizualną. W obu tych produkcjach reguły gry są łatwe do przyswojenia, a głównym elementem rozgrywki jest główkowanie jak by tu przechytrzyć przeciwnika, tak komputerowego jak i żywego.

To ostatnie nie jest zbyt trudne w przypadku zmagań ze Sztuczną Inteligencją. Potyczki z komputerem mogą nam posłużyć najwyżej za trening przed walkami z żywymi graczami lub jako sposób poznania rozkładu map. Siła Spacecom leży w grze wieloosobowej. Niestety jak na razie liczba osób na serwerze gry nie poraża, ale może się to zmieni (oby).

Choć już teraz grało mi się dosyć przyjemnie, to jest parę drobnych rzeczy, które chciałbym by zostały wprowadzone w Spacecom. Mogę wśród nich wymienić panel produkcji pozwalający widzieć, co tworzą moje planety, bez konieczności klikaniu na każdej z nich z osobna. Przydałby się przede wszystkim edytor map, gdyż tych stworzonych przez producentów gry nie jest zbyt wiele. Na szczęście możemy się spodziewać, że Flow Combine będzie dalej rozwijać swoje dzieło i poprzez kolejne łatki doszlifują ten surowy diament. 🙂