Playing Daily

Dice Brewing – recenzja

Opublikowany:
Przez: Bartek Cieślak

Dice Brewing łączy w sobie to, co lubię najbardziej: karty i kostki. I piwo. To musiał być hit, dlatego też z niecierpliwością wyczekiwałem premiery gry. Mój apetyt dodatkowo cały czas chłopaki z Board & Dice podsycali kolejnymi grafikami z gry, które prezentowały się wyśmienicie. A jak w końcu wyszła cała gra?

Co w pudełku?

IMG_3800

Dice Brewing mieści się w pudełku, które na mojej półce z grami ma unikalny rozmiar: szerokość standardowa, ale jakieś takie krótkie i niskie. I bardzo dobrze, bo dzięki temu wejdzie tam, gdzie inne gry zmieścić się nie mogą 🙂 Okładka jest świetnie zaprojektowana i niezwykle klimatyczna – proces warzenia piwa pokazuje jako mistyczną formę alchemii, której tajniki poznać mogą tylko specjalnie wyselekcjonowani i wyszkoleni adepci. Nie bójcie się jednak, ponieważ to właśnie w nich będziemy mogli się wcielić i na własnej skórze poczuć, jak to jest przynależeć do tego tajemnego bractwa.

W środku pudełka nie uświadczymy żadnej wypraski ani chociaż kolorowej tekturki – a szkoda, bo klimat zachowany również w środku tylko pogłębiłby aurę nadchodzącego procesu – ale jest to grzech z kategorii tych najlżejszych. Tym bardziej, że szybko o tym zapominamy, a może nawet nie zauważymy tego braku, ponieważ w oczy od razu rzucają się nam kostki, których w sumie jest 50 w czterech różnych kolorach. Symbolizują one jasny i ciemny słód, chmiel oraz umiejętności piwowarskie, tak więc w trakcie gry zależeć nam będzie na wszystkich. Kostki te to standardowe K6, ale bardzo porządnie wykonane – i dobrze, bo w końcu to one są motorem napędowym całej rozgrywki.

Równie ważne są karty receptur, które będziemy tworzyć. Ogromne wrażenie robiły ich grafiki udostępniane przed premierą gry i nadal tak działają, kiedy trzyma się je w ręku w formie fizycznej: grafiki dopasowane są do nazw piw, tak więc Experimental Lager w tle ma probówki, mikstury a nawet szczura laboratoryjnego, Baltic Porter to plaża, morze i nieodzowny bursztyn, natomiast Strong Roasted Stout to ogień, pożoga, a na środku tego pobojowiska porządny grill z dochodzącymi już szyszkami chmielu. No bajka! Żal tylko, że grafiki te zajmują połowę karty, bo chociaż całość zaprojektowana jest świetnie, „cena” u góry i dodatkowe możliwości ulepszenia receptury na dole są fajnie wkomponowane i bardzo czytelne, to jednak chciałoby się mieć te grafiki większe.

Oprócz kostek i kart receptur znajdziemy w pudełku inne, też ważne dla samej gry elementy: różnej maści żetony: akcji, dodatkowych składników, nasion, pierwszego gracza, monet; karty targowiska i czarnego rynku, na których będziemy składować żetony; dwustronne karty pomocy, z jednej strony pokrótce opisujące fazy gry, a z drugiej wyjaśniające działanie żetonów akcji; karty magazynów, 4 drewniane znaczniki oraz 4 plansze graczy, a także instrukcja nazwana Almanachem Piwowara i zrobiona na właśnie taki almanach. Graficznie – po raz kolejny muszę to napisać – rewelacja, w środku co prawda pojawia się trochę skakanie po tematach, ale ogólnie rzecz biorąc wszystko na temat gry przekazuje dobrze i często do niej zaglądać nie będziemy musieli.

Grafika wszystkich elementów stoi na bardzo wysokim poziomie, wykonanie również, chociaż można się przyczepić do kilku elementów: wspomniane już karty – świetne, ale za małe. I to dosłownie, ponieważ są o jakieś pół centymetra węższe niż standardowy rozmiar znany chociażby z karcianek FFG – co chociażby nie współgra z koszulkami, które mam na stanie. Żetony są również fajnie ilustrowane i łatwo je rozpoznać i odróżnić, ale żetony złota są dwustronne o wartościach 1-2 (6 sztuk), 3-4 i 5-6 (po 3 sztuki), co samo w sobie jest trochę denerwujące, a poza tym jest ich trochę za mało. Czepiając się jeszcze szczegółów mogę zwrócić uwagę na fakt, że pola na kostki na planszach graczy są mniejsze niż same kostki, co trochę burzy moje feng shui.

Dla tych, co wolą filmiki niż słowo pisane, nagraliśmy filmowy unboxing Dice Brewing.

Dice Brewing, czyli jak warzyć piwo w domu?

IMG_3676

Każdy z graczy dostaje planszę gracza, po jednej kostce z każdego rodzaju, nasionko i dwie sztuki złota na rozruch. Żetony składników i akcji kładziemy odpowiednio na kartach targowiska i czarnego rynku, gdzie oprócz swojego miejsca mają zaznaczone ceny za każdy z nich, kostki gdzieś w zasięgu ręki, a z kart receptur tworzymy stos, z którego odkrywamy trzy wierzchnie receptury, które będziemy mogli warzyć na
początku rozgrywki.

Receptury mają swój koszt wyrażony liczbą i rodzajem kostek, a także ich minimalną wartością wyrażoną w liczbie wyrzuconych oczek. Jeśli uda nam się zebrać w magazynie odpowiednią ilość odpowiednich kostek, możemy uwarzyć dane piwo i dostać za nie nagrodę pokazaną w lewym górnym rogu: mogą to być punkty mistrzostwa, pieniądze, nowe kostki lub żetony akcji. Dodatkowo każde piwo można jeszcze bardziej ulepszyć, zrobić coś w rodzaju edycji limitowanej dodając odpowiedni składnik zmieniający smak, lub też dbając o jak najlepszą jakość naszego trunku dodając niebieską kostkę umiejętności piwowarskich na odpowiednio wysokim poziomie – zazwyczaj mamy kilka możliwości ulepszenia piwa, ale zawsze możemy wybrać tylko jedną z nich, za co dostaniemy również dodatkowe profity. Zrobioną recepturę zabieramy do siebie, a na jej miejsce wykładamy kolejną ze stosu. Gra kończy się, jeśli wszyscy gracze wspólnie osiągną limit gotowych kart receptur: 10 w grze dla 2 graczy, 15 dla 3 oraz 20 dla 4. Mistrzem piwowarstwa zostanie osoba z największą ilością punktów.

IMG_3681

Jak zdobywać te punkty? W zasadzie wyłącznie dzięki warzeniu piwa. Każda zrobiona receptura w trakcie gry to 1 punkt, do tego każda może mieć dodatkowe punkty za zrobienie lub za dodanie nadprogramowego składnika lub kostki. W trakcie gry jest to jedyny sposób na zdobycie punktów, natomiast na koniec zdobywamy je jeszcze za elementy naszego piwowarskiego warsztatu: każda czarna kostka ciemnego słodu to 2 punkty, każda żółta jasnego słodu oraz zielona chmielu to 1 punkt, a każde dwie sztuki złota to również kolejny 1 punkt. Dodajemy je do „uwarzonych” punktów z gry i otrzymujemy swoją ostateczną sumę punktów, która – miejmy nadzieję – zapewni nam zwycięstwo, wieczną chwałę i szacunek. A przynajmniej do następnej gry 🙂

Nie chcę się za bardzo zagłębiać w szczegóły rozgrywki, no ale jakiś wgląd w nią powinienem zapewnić. Tak więc Dice Brewing to gra typu dice building, czyli naszym najważniejszym zadaniem jest dbanie o ilość, a przy okazji o jakość, naszych kostek. Kostki zdobywamy głównie na naszym polu gracza, gdzie nasionko możemy zamienić w żółtą lub zieloną kostkę. Tam również żółtą możemy zamienić na czarną, a niebieska kostka o minimum pięciu oczkach da nam drugą niebieską kostkę. Na początku każdej tury rzucamy wszystkimi dostępnymi nam kostkami i decydujemy, co dalej z nimi zrobić: możemy przełożyć je do magazynu, bo w dalszej części tej tury uwarzyć z nich jakąś recepturę, możemy skorzystać z wielu możliwości planszy gracza, gdzie nie tylko zdobywamy nowe kostki, ale również np. zwiększamy liczbę oczek na nich, zamieniamy w pieniądze lub dzięki niebieskim kostkom przerzucamy niezadowalające nas wyniki. Nieprzydatne kostki możemy również zostawić do następnej tury licząc, że kolejny rzut przyniesie lepsze wyniki.

Kostki w magazynie służą do warzenia piwa i tylko stamtąd możemy je brać w tym celu, dlatego niezwykle ważne jest co i w jakiej ilość tam odkładamy, bo później żeby naprawić swój błąd najprawdopodobniej będziemy musieli czekać do kolejnej tury. Po podjęciu decyzji związanej z kostkami, a przed rozpoczęciem procesu warzenia możemy jeszcze iść na zakupy i kupić maksymalnie po jednym żetonie z dostępnej puli składników i żetonów akcji. Te pierwsze będą nam służyć wyłącznie do warzenia piwa, albo jako główny składnik, albo jako dodatek zapewniający nam premię, te drugie natomiast to element wprowadzający do rozgrywki negatywną interakcję: możemy m.in. zablokować kość gracza, wyrzucić mu kość z magazynu albo nawet zablokować na daną turę część jego planszy gracza lub receptę, na którą widzimy, że ewidentnie poluje. Niestety, część z tych żetonów nie jest na tyle atrakcyjna, by wydawać na nie pieniądze, a tym samym punkty na koniec gry. O ile zmiana wartości kostki może się przydać w kluczowym momencie, albo zablokowanie danej receptury – co Madzia bez przerwy mi robi z dobrym skutkiem – może być pomocne, o tyle zablokowanie czy cofnięcie kostki raczej się nie kalkuluje i w trakcie naszych gier nikt tego nie używał.

Dodatki, dodatki, dodatki!

Czy dodatek jako taki do Dice Brewing się ukaże, to jedynie czas pokaże… 🙂 Natomiast już w chwili premiery gry w zasięgu graczy (tak na targach, jak i w opcji zakupu dodatkowego) było kilka rzeczy, które mogą umilić i/lub wzbogacić podstawową rozgrywkę:

Maty graczy – nie dość, że fajnie wyglądają, to przede wszystkim porządkują prawie wszystkie elementy, jakie będą nam potrzebne podczas gry: mamy sakiewkę na złoto, miejsce na ziarenka, na samym środku maty kładziemy plansze gracza, obok każdy żeton akcji ma wydzielone swoje miejsce, podobnie jak poniżej planszy składniki specjalne, a do tego i magazyn się znajdzie, dzięki czemu karty magazynów mogą pójść w odstawkę. Ponadto plansze są dwustronne, a jedyna, ale zasadnicza różnica, to unikalne umiejętności każdego z nich. Wszystkie co prawda ograniczają się do niewielkich bonusów gdy wyrzucimy na niektórych kostkach jedno oczko, ale jest to niewątpliwie miły dodatek.

Karty efektów specjalnych – 6 kart wprowadzających nowe możliwości do rozgrywki, dające nowe możliwości planowania czy zarobku. Po dokładny opis ich działania odsyłam do BoardGameGeeka.

Pan Chmielik na Essen – dodatkowa receptura, całkiem potężna jeśli chodzi o nagrody za jej stworzenie. No ale w końcu to sam Pan Chmielik!

Podsumowanie, czyli wrażenia z rozgrywki

dice

Dice Brewing na pewno nie zawiódł moich rozbuchanych oczekiwań. Spodziewałem się gry lekkiej i przyjemnej, a do tego bardzo ładnej i właśnie taką grę dostałem. Mamy sporo decyzji do podjęcia, sporo możliwości co zrobić z kostkami, na co wydać pieniądze, ale wszystko to przyswajamy już w pierwszej rozgrywce i nie musimy się martwić, że gra nas przerośnie albo głowa nas rozboli od kombinowania nad optymalizacją naszych ruchów. Proporcje pomiędzy szybką i przyjemną rozgrywką a taktycznym podejściem do sprawy skłaniają się nawet w stronę tej pierwszej opcji, czego jednak na pewno nie uznaję jako minus.

Gra się szybko i płynnie, nie ma zbędnych przestojów, śmiga zarówno na dwie, jak i cztery osoby. Fajna na lekki wieczór albo małą „imprezkę”, tym bardziej, że piwny temat jest idealny do konsumpcji tegoż trunku podczas gry. A że gra kończy się w miarę szybko – początek jest raczej leniwy, ale potem rozkręca się – to spokojnie można pokusić się o więcej niż jedną partię. W sumie to gra kończy się moim zdaniem nawet zbyt szybko – średnia na jednego gracza to 5 kart receptur, co można osiągnąć w miarę szybko i kiedy dopiero się rozkręciliśmy okazuje się, że już trzeba liczyć punkty i sprawdzać kto wygrał. Zwiększanie liczby receptur potrzebnych do zakończenia gry może trochę pomóc, jednak ilość ta nie powinna być dużo większa, bo rozpędzona machina z kostek sprawia, że w każdym ruchu będzie nas stać na minimum jedno piwo, a to też nie o to chodzi. Tak źle i tak niedobrze, ale niedosyt po skończonej rozgrywce to chyba nic złego, zawsze przecież można zagrać jeszcze raz 😉

Podsumowując podsumowanie: Dice Brewing to kawał fajnej gry, w której mamy i karty, i kostki, i piwo, i piękne grafiki, i dobrą oraz sprzyjającą dobrej zabawie mechanikę – naprawdę warto!

 

Podstawowe informacje:

  • Autorzy: Filip Głowacz, Ireneusz Huszcza
  • Ilustracje: Piotr Uzdowski
  • Wydawnictwo: Board & Dice
  • Liczba graczy: 2-4
  • Wiek: 12+
  • Czas gry: 45 minut
  • Cena: 79 zł

Plusy:

  • bardzo dobre wykonanie
  • piękne grafiki
  • dużo kostek!
  • fajna mechanika dice buildingu
  • piwna tematyka
  • łatwe zasady…
  • …a mimo wszystko jest nad czym myśleć

Minusy:

  • ciut za mało żetonów pieniędzy
  • niektóre żetony akcji rzadko/wcale się nie przydają
  • za szybko się kończy 🙂

 

Dziękujemy wydawnictwu Board & Dice za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji.

bad logo