Asset 3

Powiedzmy, że wiemy co było przyczyną kolejnego upadku Secret Service

Andrzej Kała / 11.12.2014
komentarze: 0

Dziś rano dałem upust swojemu żalowi, że historia Secret Service tak szybko się skończyła. Brakowało jednak jakiegoś sensownego wyjaśnienia co się właściwie stało i pozostawały wyłącznie domysły. W końcu jednak pojawiło się wyjaśnienie ze strony redakcji PIXEL, choć w tym przypadku obstawiam, że jest to Robert Łapiński, które rzuca nieco światła na zaistniałą sytuację.

Odnośnie czasopisma PIXEL. Wczorajszy komunikat nie rozwiał wątpliwości wielu z Was. Rozumiem to w pełni, jesteśmy w sytuacji, która nie była planowana, stawiacie szereg pytań o umowę, sprawy formalne.Nie czuję się dobrze pisząc o tym, bo zakładam, że Was interesują konkrety, a nie opowieści kto spieprzył. Ale rozumiem, tak więc kilka słów odnośnie tego, jak do tego doszło.

Pod koniec roku 2013 pojawił się u mnie pomysł na wydawanie czasopisma o grach. Kolejne marzenie, pasja na bazie sukcesu Pixel Heaven. Powstało to w gronie trzech osób, nie było mowy o Secret Service. Temat pojawił się w momencie, jak skierowałem zapytanie do Waldka Nowaka, czy nie napisałby „czegoś do nowego pisma o grach”. Wyszło z tego spotkanie, gdzie ze strony Waldka pojawił się pomysł na reaktywację Secret Service i zapytał co ja na to. Przystałem entuzjastycznie, bez analiz itp., zajarałem się. Był to okres przed tegorocznym Pixel Heaven i uznałem to za niesamowity zbieg okoliczności i fajną sprawę. Umowę przedstawioną przez Waldka podpisałem w dobrej wierze. Wówczas w maju nie było jeszcze ani żadnych konkretów odnoście czasopisma, ani akcji crowdfundingowej, ani konfliktu.

Umowa przeleżała i powrót do niej nastąpił w momencie przygotowań do wydania pierwszego numeru, kiedy Waldek zaczął psuć organizację pracy, wchodzić w kompetencje itp. doprowadzając do sytuacji, w której wydanie pierwszego numeru było mocno zagrożone. Nie mieliśmy makiety, nie mieliśmy logo (pamiętne projekty, które powstawały na zlecenie wydawcy były bez uzasadnienia przez Waldka odrzucane i nic nie było w zamian) – a za to odpowiadał Waldek. Z pracy zrezygnowało dwóch DTPowców, którzy z Waldkiem współpracowali. Nie mieliśmy okładki, z którą również było wielkie zamieszanie wywołane przez Pegaza . Inaczej mówiąc – Waldek zaczął tak mocno i niekorzystnie ingerować w życie redakcji, co powodowało wielki bałagan i zniechęcenie załogi. Sytuacja zrobiła się napięta i konieczne pojawiło się doprecyzowanie zapisów umowy, jej korekta – po to, żeby odpowiadała zastanym realiom.

Nie chodziło tu absolutnie o kwestie finansowe – to zostało ustalone i nie podlega wątpliwości. W grę wchodziły totalnie nieprzystające, błędne, wręcz szkodliwe zapisy, które nie pozwalały w przypadku zaistniałego sporu działać. Na tym etapie Waldek zgodził się, że umowa wymaga poprawek, ale następnie stanowisko Bronwaldu się „usztywniło” i nie doszło do jej poprawienia. Konsekwencja tego jest jaka widać. Zapewniam, że zrobiłem wszystko żeby do tego nie doszło i nie nastąpiło to z winy mojej, czy redakcji. Nie wiem, czy właściciel praw będzie wydawał Secret Service – proponowałem to jako jedno z wyjść z tej sytuacji, ale nic nie udało mi się tutaj ustalić.

W tej sytuacji kontynuujemy działalność już bez logo SS i pewnie w trudniejszej sytuacji – ale robimy to świadomie.

Po pierwsze i najważniejsze – mamy zobowiązanie wobec Was.

Po drugie – chcemy robić czasopismo o grach wideo, bo to było u postaw tego, gdzie teraz jesteśmy.

W ramach uzupełnienia przytoczę tylko kilka komentarzy pod tym wpisem…

„zobowiazanie wobec nas? to oddaj mi 2 stówy i nie masz zadnych zobowiazan”

„Sytuacja nie byla planowana a domena pixela zarejestrowana w polowie pazdziernika, dziwna sprawa…”

” Po pierwsze i najważniejsze – mamy zobowiązanie wobec Was.”
… tutaj się zgodzę lecz … nie tędy droga aby się z tych zobowiązań wywiązywać. My zapłaciliśmy nasze pieniądze na Secret Service a nie na jakiś Pixel!
To tak jakby ktoś zbierał pieniądze sprzedając kurczaka a w efekcie rozdawał zupełnie inny produkt … miejmy na to np. kolbę kukurydzy.
Nie tego oczekiwali „inwestorzy” wydając swoje pieniądze na PolakPotrafi.
Nie ważne teraz kto jest winien … pewnie teraz będzie zwalanie winy wiadomo. Fakty są jednak tylko jedne … zostaliśmy nabici w butelkę.
Jeżeli już mowa o jakimś zobowiązaniu to powiem jedno … zapłaciliśmy Wam za kurczaka a nie za jakąś przesuszoną kolbę kukurydzy. Chcecie się wywiązać z zobowiązań? Na to juz stanowczo za późno bo do marki SS nie wrócicie.
Wniosek jest prosty … zwróćcie pieniądze to Wam uwierzymy w intencje.
W innych przypadkach to zwykłe pierdolenie i kolejne mydlenie oczu.

I teraz jako wisienkę na torcie:
” Kodeks Karny Art. 286. § 1. Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8. „

Szczególnie ostatni komentarz daje mocno do myślenia, bo jak by nie patrzeć sporo w nim racji.

W temacie wypowiedział się także Piotr „Micz” Mańkowski.

Pytacie, co się stało w SS, dlaczego po dwóch numerach pismo znika? Choć pierwotnie nie chciałem tego robić, muszę powiedzieć parę zdań, widząc jak Robert Łapiński – mój przyjaciel, super szef, człowiek porządny, skromny i uczciwy – znalazł się pod obstrzałem ludzi nie mających bladego pojęcia jak naprawdę wyglądała historia reaktywacji Secreta, a mimo to komentujących w najlepsze.

Nie wiem jak wyglądała umowa pomiędzy Idea Ahead a Bronwaldem, wiem natomiast jak wyglądały sprawy redakcyjne. W skrócie mówiąc, zaczęliśmy z pełnym entuzjazmem, a pierwsze problemy pojawiły się na etapie przygotowywania layoutu. Wówczas okazało się, że z Waldkiem w pewnych kwestiach trudno się jest dogadać. Na targi w Kolonii jechałem z wizytówką ze starym logo SS, bo nowe ciągle nie było gotowe. Dwójka grafików zrezygnowała z robienia pisma. Przygotowana przez jeszcze innego grafika okładka nie została przez Waldka zaakceptowana i zaczął on robić swoją wersję. Jednocześnie trwał spór, jakie są jego kompetencje w kwestii wydawniczej.

Numer wydaliśmy, zaczęliśmy pracę nad drugim. Sprawy zaczęły się psuć pod koniec października, jakieś pół roku po reaktywacji, a w listopadzie stało się jasne, że nie da się ciągnąć pisma dalej w takim układzie. Skąd data 10 grudnia na ogłoszenie wieści? Z tego, że dzień wcześniej wygasła umowa, którą Łapusz próbował wcześniej zmieniać i cywilizować, ale jak widać nie udało mu się. Decyzja o robieniu nowego pisma zapadła w listopadzie. Wydawca posiadał w swoim portfolio kilka różnych domen, spośród których część była kupiona jeszcze w 2013 roku. Wybraliśmy akurat Pixela.

Nie mówię nic o niczyjej winie. Ten układ po prostu okazał się niezdolny do funkcjonowania, co wyszło na jaw po circa 7 miesiącach od jego zawarcia. Można go było na siłę pchać dalej, ale potem konsekwencje przerwania go mogłoby być poważniejsze niż teraz. Prawa do marki Secret Service posiada firma w której Waldek ma udziały i ani Robert, ani ja nie wiemy, jakie będą dalsze jej losy. My bierzemy odpowiedzialność za Pixela. Poza tym wszystko, co napisał Robert w swoim oświadczeniu pozostaje aktualne.

Nie chcę nikogo oceniać, bo nie potrafię spojrzeć na sprawę obiektywnie. Dlatego po prostu zostawię ten cytaty tutaj i niech każdy wyciągnie z niego wnioski sam. Mnie jest po prostu żal, że skończyło się to w ten sposób i szkoda, ze SS skończył w tak syfny sposób.