Asset 3

The Order 1886 – recenzja [PS4]

Andrzej Kała / 21.02.2015
komentarze: 0

The Order 1886 to kolejny duży tytuł na PlayStation 4, który miał zaprezentować możliwości tej konsoli. W rezultacie otrzymaliśmy piękną grę, z ciekawym światem i postaciami, ale pozostawiającą na koniec lekki niedosyt.

The Order 1886

Produkcja studia Ready at Dawn przenosi nas do Anglii roku 1886, w nieco alternatywnym wydaniu. W świecie tym nadal funkcjonuje zakon Rycerzy Okrągłego Stołu, stojący na straży równowagi. Jako Sir Gallahad, razem ze swoim oddziałem mamy zbadać nasilające się przypadki morderstw ze strony bestii, które dodatkowo zbiegają się w czasie z wydarzeniami w dzielnicy Whitechapel. Wzmożona aktywność rebeliantów zwróciła uwagę nie tylko Zakonu, ale również wspomnianych Zmiennokształtnych.

Początkowe wydarzenia to jednak wyłącznie przedsmak sporej i całkiem wciągającej intrygi, która rozwija się wraz z kolejnymi rozdziałami gry.

The Order 1886

Twórcy postawili wszystko na jedną kartę – od samego początku The Order 1886 ma wciągnąć gracza do swojego świata i nie wypuszczać aż do samego końca.

Przede wszystkim wszystkie sceny przerywnikowe są zrealizowane na silniku gry, dzięki czemu przejście od rozgrywki do cutscenki jest płynne, a my nie jesteśmy pewni kiedy ona się skończy. Co więcej – bardzo często okazuje się, że w jej trakcie występuje QTE zmuszając nas w ten sposób do ciągłej uwagi.

Również tempo akcji jest zrealizowane wręcz perfekcyjnie – nie ma w grze dłużyzn czt niepotrzebnych, przegadanych scen. Każda z nich dla mnie miała idealną długość i kończyła się dokładnie wtedy, kiedy miałem ochotę ją pominąć. To umiejętne przeplatanie akcji i spokojnych sekcji sprawiło, że zanurzyłem się w tej wizji Londynu na kilka godzin z nieukrywaną przyjemnością.

The Order: 1886

W potęgowaniu wrażenia realnego świata zdecydowanie pomaga oprawia audiowizualna, która jest na bardzo wysokim poziomie. Mimika twarzy postaci, animacja całych sylwetek, detale otoczenia czy dokładność odwzorowania zachowania się materiałów – smaczków jest mnóstwo i jako całość tworzą przepiękny świat. Do tego idealnie podkreślająca ten obraz muzyka, jeszcze mocniej buduje gęstą atmosferę Londynu.

Nie sposób również nie wspomnieć o aktorach podkładających głosy pod postaci w angielskiej wersji językowej – angielskie akcenty, charakterystyczne intonacje i kapitalny dobór barw głosów. Aż żal serce ściska kiedy przełączymy się na polski dubbing, który do świata budowanego z taką dbałością o detale po prostu nie pasuje.

Można wręcz powiedzieć, że ta gra jest nieślubnym dzieckiem Davida Cage’a i gatunku TPS – świetnie poprowadzona narracja, która nie wypuszcza nas ze świata gry ani na chwilę, przeplata się tutaj z solidnie zrealizowaną rozgrywką.

The Order: 1886

Podobnie jak oprawia audiowizualna jest iście filmowa, tak również i rozgrywka nosi pewne znamiona kinowych superprodukcji. Przez większość czasu mamy do czynienia z “wąskimi korytarzami”, a twórcy nie dają nam zbyt wiele swobody – początkowo przeszkadzało mi to, ale kiedy pogodzimy się z tym i zaczniemy delektować urokami otaczającego nas świata, przestaje być to aż taką bolączką.

Dużo ważniejsze jest to, o czym wspomniałem już wcześniej – idealny balans między cutscenkami i rozgrywką, dzięki któremu ocieramy się momentami o interaktywny film, ale nie na tyle mocno, aby zapomnieć, że mamy do czynienia przede wszystkim z grą.

Samo strzelanie jest satysfakcjonujące, choć nie wyróżnia się niczym szczególnym. Jak przystało na strzelaninę TPP mamy do czynienia z systemem osłon, który jednak jest dosyć prosty i jego ograniczenia często potrafią doskwierać w trakcie intensywnych wymian ognia.

Bardzo ciekawie prezentuje się arsenał dostępnych w grze broni, których może nie jest przesadnie dużo, ale są zróżnicowane i pozwalają na stosowanie rozmaitych taktyk w trakcie walki. Szczególnie interesujące są wynalazki, które oddaje w nasze ręce Nikolai Tesla, ale dzieje się to niestety zdecydowanie zbyt rzadko.

The Order 1886

Pojedynki z przeciwnikami są bardzo dynamiczne i zmuszają nas do ciągłego manewrowania po polu walki. Najsłabszym punktem tutaj są pojedynki ze “zwykłymi” przemieńcami, które są sztampowe, nudne i chce się je mieć za sobą jak najszybciej.

Zupełnie inaczej wygląda sprawa w przypadku walki z “dużymi” wilkołakami, bo choć jest to “festiwal QTE”, to jest on zrealizowany w iście filmowym stylu nie tylko nie brakuje w takich pojedynkach dynamiki, czy nerwów, ale także widowiskowości.

The Order: 1886

The Order 1886 wygląda jak piękny, interaktywny film, ale jest przede wszystkim grą – strzelaniną, ze świetnie wkomponowanymi cutscenkami. Zawiera sporą ilość QTE, ale jednocześnie wykorzystuje ten element rozgrywki w bardzo ciekawy i umiejętny sposób. Długość rozgrywki na mój gust jest prawie optymalna, ukończenie gry na normalnym poziomie trudności zajęło mi nieco ponad 7 godzin, ale nie zajrzałem jeszcze do każdego zakamarka świata i będę chciał jeszcze wrócić choć na chwilę do Londynu.

Nie oznacza to, że produkcja The Order 1886 to dzieło bez wad, z których dwoma największymi są cena w dniu premiery oraz pozostawiające spory niedosyt zakończenie. Można także wytknąć sterylność świata gry i fakt, że pole zabawy jest “korytarzem”, ale jeśli damy się wciągnąć w ten świat, dwa ostatnie zarzuty przestają mieć znaczenie.

The Order 1886

Pozostaje więc pytanie – czy warto zainteresować się tym tytułem? Podobnie jak znakomita większość graczy podchodziłem do tego tytułu z mocną rezerwą, ale po godzinie postanowiłem odrzucić wszelkie uprzedzenia i dać się pochłonąć grze.

To była bardzo dobra decyzja i uważam, że jest to pozycja obowiązkowa dla każdego posiadacza PlayStation 4, przy czym warto poczekać aż cena tej przyjemności nieco spadnie, bowiem obecnie jest nieco zbyt wygórowana.

Egzemplarz The Order 1886 w wersji na PlayStation 4 na potrzeby recenzji otrzymaliśmy od wydawcy.