Broken Age – recenzja [PC]
Broken Age nareszcie zostało dokończone. Premiera drugiego aktu, idąca w parze z wydaniem pełnej gry na PlayStation 4, sprawiła, że fani w końcu mogli przekonać się jak zakończy się historia, którą poznali w pierwszym epizodzie tej przygodówki. Ja jednak fanem nie byłem i w 2014 roku przeszedłem obok tego tytułu (jak i całej wcześniejszej kickstarterowej kontrowersji) obojętnie. Dlatego recenzja, którą za chwilę przeczytacie dotyczyć będzie całości produkcji, a nie tylko najnowszego epizodu. Wszystko wyjaśnione, zapraszam zatem do lektury!
Ciężkie życie nastolatka
Fabuła w Broken Age obraca się wokół dwojga nastolatków, żyjących w zgoła odmiennych światach – Velli, która na co dzień mieszka z rodziną w małej i spokojnej wiosce piekarzy, oraz chłopca imieniem Shay, przemierzającego Wszechświat w swoim statku kosmicznym. Łączy ich chęć złamania pewnego lokalnego tabu, jednak jak z czasem się okazuje, to nie jedyna rzecz, która zbliża ich do siebie.
Historia w tej grze to przede wszystkim mocny wstęp, nieco gorsze rozwinięcie i zakończenie, które niestety pozostawia niedosyt. Broken Age w pewnym stopniu nadrabia to potknięcie dobrym twistem fabularnym i świetnymi postaciami drugoplanowymi, których osobowość, często w zabawny sposób, nakreślana jest przez aktorów. Nie żeby z bohaterami było coś nie tak – Elijah Wood i Masasa Moyo również wykazali się kunsztem swojej profesji. No i do tego ten humor! Ostatni raz uśmiałem się tak grając w The Book of Unwritten Tales 2, chociaż w tym wypadku humor bywa mniej dosłowny, dzięki czemu jest nawet lepszy w odbiorze. Wychwycenie jakiegoś drobnego, niekoniecznie oczywistego żartu, zapewniało u mnie salwy śmiechu 😉
Bunkrów nie ma…
Broken Age nie próbuje być w żaden sposób rewolucyjne w ramach swojego gatunku. To point’n’click i nie spodziewajcie się niczego więcej od mechaniki tego tytułu. Nie ma w tym oczywiście nic złego, szczególnie, że w dzisiejszych czasach nie wydaje się wielu gier tego typu.
Przejdźmy jednak do esencji każdej przygodówki czyli zadań, zagadek i problemów. Od razu zaznaczam, że syndrom „klikania wszystkim we wszystko aż coś się stanie” nie występuje tutaj zbyt często. Problemy, którym przychodzi nam stawić czoła są zazwyczaj łatwe i rozwiązanie samo nasuwa się po chwili węszenia. Do momentu, w którym trafimy na mur nie do przebicia czyli zadania, podczas których będziecie biegać od początku do końca danej lokacji w poszukiwaniu jakiegoś logicznego rozwiązania. I pal sześć, że czasami jest to trudne (z pewnych przyczyn jest to znacznie trudniejsze w drugim akcie). Najgorsze w tym wszystkim jest przemieszczanie się. Lokacje, złożone mogą być nawet z kilkunastu osobnych scenerii, które oddzielone są od siebie 2-3 sekundowym przygaśnięciem ekranu. Na początku to nie przeszkadza, ale przy dłuższych podróżach moja cierpliwość wystawiana była na próbę.
… ale i tak jest fajnie
Całe szczęście miejsca, które zwiedzamy podczas naszej wędrówki wykonane są bardzo dobrze. Wykreowany przez twórców świat cieszy oko głównie za sprawą pastelowej grafiki 2D, która przypomina nieco ilustracje z książek dla najmłodszych. Dodatkowo cieszy, że cały styl jest spójny, nic nadto nie odstaje od reszty, mimo kontrastujących ze sobą środowisk, w których żyją Shay i Vella. Duże brawa dla twórców.
Szkoda tylko, że z całego tego świata zobaczymy tylko tak mały wycinek, a dodatkowo recykling odwiedzonych już lokacji da się mocno we znaki w połowie gry. Rozumiem, że jest to usprawiedliwione fabularnie i poparte chęcią ukazania związku między bohaterami, ale zwyczajnie nie wypada to dobrze.
Ścieżka dźwiękowa autorstwa Petera McConnella to majstersztyk. Utwory są doskonale zgrane z otoczeniem co zawsze jest u mnie dużym plusem. Muzyka zachwyca w podobny sposób co oprawa wizualna – piękno w prostocie. Nic dodać nic ująć.
Warto?
Niestety nie wszystko w Broken Age poszło tak jak powinno. Nie chcę rozdrapywać w tej recenzji kwestii milionów dolarów przeznaczonych na produkcje, bo szczerze mówiąc nie ma to dla mnie dużego znaczenia. Dziwi mnie tylko, że z takim budżetem Double Fine nie pokusiło się o stworzenie czegoś więcej. Byłoby o niebo lepiej gdyby w drugim akcie nie zastosowano strategii „zrobimy trudniejsze zagadki to się nie połapią, że gra nie jest długa” i nie zmuszano gracza do krążenia po dobrze już znanych lokacjach.
Z całą pewnością mogę stwierdzić, że Broken Age jako całość nieco zawodzi. Jednak nie oznacza to, że gra nie jest godna zainteresowania. Fani gatunku bez wątpienia powinni się z tą produkcją zapoznać. Co do pozostałych – jeżeli powyższe problemy nie stanowią dla kogoś przeszkody to Broken Age może okazać się ciekawą propozycją.
Egzemplarz do recenzji otrzymaliśmy od wydawcy.
P.S. Broken Age ukazało się tylko w pełnej angielskiej wersji językowej, jednak osoby liczące na polską wersję nie są na straconej pozycji. Wszystko to za sprawą ekipy Tłumaczymy w rytmie serca, która zajmuje się obecnie rodzimą wersją. Kiedy więc będzie można w nią zagrać? Zapytaliśmy o to u źródła:
Spolszczenie do Broken Age wydamy najprawdopodobniej w tym lub następnym miesiącu, jednak należy brać pod uwagę poślizgi wynikające z sytuacji losowych. Przeszkodzić może nam też lekko premiera czwartego epizodu Game of Thrones: A Telltale Games Series – tłumaczymy tę grę wspólnie z Grupą Hatak, jest to dla nas projekt priorytetowy. Wszelkich informacji można wyczekiwać na naszej stronie na Facebooku, posty dodajemy bardzo, bardzo rzadko, więc na pewno nikt niczego nie przegapi.


