Playing Daily

Szwedzki sposób na sequel

Opublikowany:
Przez: Konrad Ptasiński

Pamiętacie SteamWorld Dig? Druga odsłona serii, o której wcześniej nikt nie słyszał, nie podzieliła losów poprzednika i chwilę po premierze na 3DSa, ukazała się na wszystkich znaczących sprzętach. Trzecia część, SteamWorld Heist, dokonuje teraz dokładnie tego samego. Obie gry łączy ciekawa relacja, nad którą warto się chwilę zastanowić.

Zanim pojawił się SteamWorld, szwedzkie Image & Form Games nie posiadało żadnej rozpoznawalnej, mocnej marki. Tworzyli masowo serię identycznych gier edukacyjnych, które mimo, że cel miały szczytny, jak większość tworów tego typu, rozgłosu nie nabrały. Nic nie poszło jednak na marne – odzwierciedlenie doświadczeń członków studia widać w ich grach po dziś dzień. Zwyczajnie trzymają się zasady, że już nigdy nie zrobią dwóch takich samych gier. To bardzo ryzykowna taktyka w czasach, w których słupki na wykresach zysków pną się w górę, mimo wydawania tych samych kotletów co roku. Jednak opłaciło się.

SteamWorld Dig

Pozwólcie, że skupię się na dwóch najnowszych grach z tej serii – Dig i Heist. Ta pierwsza opowiada o przygodach małego, napędzanego parą robota (czyli steambota, używając fachowej terminologii), który poszukuje swojego dziedzictwa przekopując się przez podziemia stylizowanego na wzór Dzikiego Zachodu miasteczka Tumbleton. To gatunkowa mieszanka, łącząca elementy platformówki z mechaniką kopania tuneli oraz ciągłym ulepszaniem zdolności postaci. Natomiast Heist to… space opera z turowymi starciami kosmicznych robo-rewolwerowców, w której dowodzimy drużyną na wzór XCOMowy.

Z jednej strony uderzają w gracza potężne różnice: Heist dzieje się wiele lat po wydarzeniach poprzedniej części, reprezentuje całkiem inny gatunek, podziemia zamienia na przestrzeń kosmiczną oraz pozwala eksplorować jej zakamarki, odkrywając przy tym gwiezdne bary, sklepy i statki przepełnione skarbami. Z drugiej jednak strony nie odnosi się wrażenia, że to całkiem inna gra. Twórcom udało się tak zaprojektować całą rozgrywkę, że ostatecznie w mózgu gracza smyrane są te same zakończenia nerwowe, które smyrane były przy poprzedniej części, dlatego rodzaj satysfakcji odnoszony z obu gier jest bardzo do siebie zbliżony.

SteamWorld Heist

Już na samym początku dostrzec można tę samą stylistykę. Charakterystyczna kreska, modele postaci, steampunkowe otoczenie, a nawet tak mały detal jak kilof bohatera SteamWorld Dig pojawiający się przez kilka sekund na ekranie ładowania sprawia, że gracz czuje, że tytuł jest mu bardzo znajomy. Kiedy jednak zaczyna się prawdziwą rozgrywkę, wszystko wydaje się być świeże.

Po jakimś czasie dostrzega się kolejne zbieżne elementy – podobny sposób prowadzenia fabuły, te same dżingle, podobna muzyka… Mimo robienia czegoś całkiem innego, odnosi się wrażenie, że to podobne gry. W osiągnięciu tego efektu pomógł też identyczny schemat rozgrywki: nieco fabuły -> przejście proceduralnie generowanego poziomu -> zebranie łupów/ulepszeń -> powrót na statek/powierzchnię -> nieco fabuły. I tak w kółko. Gracz zachęcany jest do dalszego działania w taki sam sposób. Wykorzystanie tego modelu w obu grach wraz z implementacją wszystkich wcześniej wymienionych elementów, dokonało dzieła. Dwie różne gry wywołują bardzo zbliżone wrażenia.

SteamWorld

Podobne zabiegi widać na przykładzie spin-offów większych tytułów, jednak Image & Form Games pokazało, że może się to sprawdzić nawet przy pełnoprawnej kontynuacji. Oczywiście nie oni byli pierwsi, bo widzieliśmy już to chociażby przy okazji Ico oraz Shadow of the Colossus, ale prawda jest taka, że zapewne nie każde studio może sobie na pozwolić na takie ryzyko, więc tego typu przykłady to piękna rzadkość.

Według mnie SteamWorld Heist to jeden z najlepiej i najsprytniej wykonanych sequeli w ostatnim czasie. Doskonale broni się swoją odmiennością od pierwowzoru, kiedy dookoła wypuszczane są te same gry z inną skórką i nowym numerkiem. Twórcy wiedzieli jak należy podejść do tematu i zrobili to perfekcyjnie. Jeżeli nie mieliście styczności z ich grami – nie zwlekajcie, warto. A ja tymczasem z niecierpliwością wyczekiwał będę ich kolejnej gry, która pewnie zaskoczy mnie jeszcze bardziej.