Playing Daily

Oceanhorn: Monster of Uncharted Seas – recenzja

Opublikowany:
Przez: Andrzej Kała

Nikomu nie trzeba przedstawiać serii The Legend of Zelda, która jest jednym z diamentów w koronie Nintendo. Oceanhorn: Monster of Uncharted Seas stara się pokazać choć część tej magii osobom, które nie posiadają platformy od wielkiego N.

Nikomu nie trzeba przedstawiać serii The Legend of Zelda, która jest jednym z diamentów w koronie Nintendo. Oceanhorn: Monster of Uncharted Seas stara się pokazać choć część tej magii osobom, które nie posiadają platformy od wielkiego N. W grze wcielamy się w postać młodego chłopca, którego ojciec wyrusza na wyprawę, aby stawić czoła Oceanhornowi, wielkiemu mechanicznemu potworowi siejącemu postrach w świecie Arkadii. Jak to bywa z niepokornymi chłopcami, również i ten młodzieniec wyrusza w wyprawę, aby nie tylko uratować swojego ojca, ale również raz na zawsze pozbyć się wspomnianego potwora. Aby tego dokonać niezbędne jest zdobycie kilku artefaktów, rozrzuconych po całym świecie Arkadii. To zadanie jednak, oprócz wspomnianych artefaktów, będzie wymagało także odpowiedniego rynsztunku, a zdobycie wszystkich niezbędnych elementów rzuci nas na kilkanaście wysp świata Arkadii. System walki, podobnie jak cała rozgrywka, nie jest specjalnie skomplikowany i pojedynki z napotykanymi na drodze przeciwnikami dopiero pod koniec zabawy wymagają nieco taktyki. Rozbudowane lokacje, sporo sekretów i tajnych przejść sprawiają, że przygoda ta wciąga na wiele godzin. Twórcy postarali się także o sporo argumentów za ponownym odwiedzeniem wysp po zdobyciu kolejnych umiejętności, bądź elementów ekwipunku – część ścian z ukrytymi przejściami wymaga wysadzenia przy pomocy bomby, a pewne lokacje dostępne są dopiero po zdobyciu butów pozwalających na wykonanie skoku. Jak przystało na produkcję z tego gatunku, nie mogło zabraknąć także pojedynków z bossami, które wymagają odrobiny kombinowania. Każdy z nich jest inny i choć nadal nie jest to wyzwanie z górnej półki, to pokonanie ich daje sporo satysfakcji. Pierwotnie Oceanhorn: Monster of Uncharted Seas to produkcja stworzona z myślą o platformach mobilnych, więc oprawa graficzna nie wykorzystuje pełnej mocy PlayStation 4, ale zastosowany styl graficzny okazał się strzałem w 10 i nadaje grze wyjątkowego uroku. Za muzykę natomiast odpowiedzialny jest głownie Kalle Ylitalo, ale kilka kompozycji przygotowali Kenji Ito i legendarny już Nobuo Uematsu. Każda wyspa posiada własny charakter, który dodatkowo podkreśla wyjątkowy utwór muzyczny, podobnie jak każda walka z bossem. Oceanhorn: Monster of Uncharted Seas być może brakuje wyjątkowej iskry znanej z serii The Legend of Zelda, ale to wciągająca produkcja, oferująca kilkanaście godzin zróżnicowanej, pełnej uroku rozgrywki. Produkcja studia Cornfox & Bros. wciągnęła mnie na tyle, że nie wyobrażałem sobie ukończenia jej bez wbijania platynki. Nie sposób uniknąć porównywania tej gry do serii The Legend of Zelda. Jeśli więc interesuje Was ten rodzaj gier, to Oceanhorn: Monster of Uncharted Seas jest produkcją obowiązkową, ale warto zaznaczyć, że produkcja ta równie skutecznie broni się sama.

W grze wcielamy się w postać młodego chłopca, którego ojciec wyrusza na wyprawę, aby stawić czoła Oceanhornowi, wielkiemu mechanicznemu potworowi siejącemu postrach w świecie Arkadii. Jak to bywa z niepokornymi chłopcami, również i ten młodzieniec wyrusza w wyprawę, aby nie tylko uratować swojego ojca, ale również raz na zawsze pozbyć się wspomnianego potwora.

Aby tego dokonać niezbędne jest zdobycie kilku artefaktów, rozrzuconych po całym świecie Arkadii. To zadanie jednak, oprócz wspomnianych artefaktów, będzie wymagało także odpowiedniego rynsztunku, a zdobycie wszystkich niezbędnych elementów rzuci nas na kilkanaście wysp świata Arkadii.

Nikomu nie trzeba przedstawiać serii The Legend of Zelda, która jest jednym z diamentów w koronie Nintendo. Oceanhorn: Monster of Uncharted Seas stara się pokazać choć część tej magii osobom, które nie posiadają platformy od wielkiego N. W grze wcielamy się w postać młodego chłopca, którego ojciec wyrusza na wyprawę, aby stawić czoła Oceanhornowi, wielkiemu mechanicznemu potworowi siejącemu postrach w świecie Arkadii. Jak to bywa z niepokornymi chłopcami, również i ten młodzieniec wyrusza w wyprawę, aby nie tylko uratować swojego ojca, ale również raz na zawsze pozbyć się wspomnianego potwora. Aby tego dokonać niezbędne jest zdobycie kilku artefaktów, rozrzuconych po całym świecie Arkadii. To zadanie jednak, oprócz wspomnianych artefaktów, będzie wymagało także odpowiedniego rynsztunku, a zdobycie wszystkich niezbędnych elementów rzuci nas na kilkanaście wysp świata Arkadii. System walki, podobnie jak cała rozgrywka, nie jest specjalnie skomplikowany i pojedynki z napotykanymi na drodze przeciwnikami dopiero pod koniec zabawy wymagają nieco taktyki. Rozbudowane lokacje, sporo sekretów i tajnych przejść sprawiają, że przygoda ta wciąga na wiele godzin. Twórcy postarali się także o sporo argumentów za ponownym odwiedzeniem wysp po zdobyciu kolejnych umiejętności, bądź elementów ekwipunku – część ścian z ukrytymi przejściami wymaga wysadzenia przy pomocy bomby, a pewne lokacje dostępne są dopiero po zdobyciu butów pozwalających na wykonanie skoku. Jak przystało na produkcję z tego gatunku, nie mogło zabraknąć także pojedynków z bossami, które wymagają odrobiny kombinowania. Każdy z nich jest inny i choć nadal nie jest to wyzwanie z górnej półki, to pokonanie ich daje sporo satysfakcji. Pierwotnie Oceanhorn: Monster of Uncharted Seas to produkcja stworzona z myślą o platformach mobilnych, więc oprawa graficzna nie wykorzystuje pełnej mocy PlayStation 4, ale zastosowany styl graficzny okazał się strzałem w 10 i nadaje grze wyjątkowego uroku. Za muzykę natomiast odpowiedzialny jest głownie Kalle Ylitalo, ale kilka kompozycji przygotowali Kenji Ito i legendarny już Nobuo Uematsu. Każda wyspa posiada własny charakter, który dodatkowo podkreśla wyjątkowy utwór muzyczny, podobnie jak każda walka z bossem. Oceanhorn: Monster of Uncharted Seas być może brakuje wyjątkowej iskry znanej z serii The Legend of Zelda, ale to wciągająca produkcja, oferująca kilkanaście godzin zróżnicowanej, pełnej uroku rozgrywki. Produkcja studia Cornfox & Bros. wciągnęła mnie na tyle, że nie wyobrażałem sobie ukończenia jej bez wbijania platynki. Nie sposób uniknąć porównywania tej gry do serii The Legend of Zelda. Jeśli więc interesuje Was ten rodzaj gier, to Oceanhorn: Monster of Uncharted Seas jest produkcją obowiązkową, ale warto zaznaczyć, że produkcja ta równie skutecznie broni się sama.

System walki, podobnie jak cała rozgrywka, nie jest specjalnie skomplikowany i pojedynki z napotykanymi na drodze przeciwnikami dopiero pod koniec zabawy wymagają nieco taktyki. Rozbudowane lokacje, sporo sekretów i tajnych przejść sprawiają, że przygoda ta wciąga na wiele godzin. Twórcy postarali się także o sporo argumentów za ponownym odwiedzeniem wysp po zdobyciu kolejnych umiejętności, bądź elementów ekwipunku – część ścian z ukrytymi przejściami wymaga wysadzenia przy pomocy bomby, a pewne lokacje dostępne są dopiero po zdobyciu butów pozwalających na wykonanie skoku.

Jak przystało na produkcję z tego gatunku, nie mogło zabraknąć także pojedynków z bossami, które wymagają odrobiny kombinowania. Każdy z nich jest inny i choć nadal nie jest to wyzwanie z górnej półki, to pokonanie ich daje sporo satysfakcji.

Oceanhorn: Monster of Uncharted Seas

Pierwotnie Oceanhorn: Monster of Uncharted Seas to produkcja stworzona z myślą o platformach mobilnych, więc oprawa graficzna nie wykorzystuje pełnej mocy PlayStation 4, ale zastosowany styl graficzny okazał się strzałem w 10 i nadaje grze wyjątkowego uroku.

Za muzykę natomiast odpowiedzialny jest głownie Kalle Ylitalo, ale kilka kompozycji przygotowali Kenji Ito i legendarny już Nobuo Uematsu. Każda wyspa posiada własny charakter, który dodatkowo podkreśla wyjątkowy utwór muzyczny, podobnie jak każda walka z bossem.

Oceanhorn: Monster of Uncharted Seas

Oceanhorn: Monster of Uncharted Seas być może brakuje wyjątkowej iskry znanej z serii The Legend of Zelda, ale to wciągająca produkcja, oferująca kilkanaście godzin zróżnicowanej, pełnej uroku rozgrywki. Produkcja studia Cornfox & Bros. wciągnęła mnie na tyle, że nie wyobrażałem sobie ukończenia jej bez wbijania platynki.

Nie sposób uniknąć porównywania tej gry do serii The Legend of Zelda. Jeśli więc interesuje Was ten rodzaj gier, to Oceanhorn: Monster of Uncharted Seas jest produkcją obowiązkową, ale warto zaznaczyć, że produkcja ta równie skutecznie broni się sama.

Egzemplarz Oceanhorn: Monster of Uncharted Seas w wersj na PlayStation 4 do recenzji otrzymaliśmy od twórców.

Nasza ocena