Playing Daily

Titanfall 2 – teraz EA ma swojego CoD. Recenzja.

Opublikowany:
Przez: Piotr Wasiak

W tym roku Electronic Arts idzie jak burza. Nie dość, że wydaje świetnego Battlefielda 1 (którego recenzję już opublikowaliśmy), to jeszcze na chwilę przed premierą swojego największego konkurenta, czyli Call of Duty od Activision wypuszcza drugą strzelankę – Titanfall 2. Czy jest równie dobra jak BF1? Zobaczmy!

Pierwsza myśl jaką miałem ogrywając dwie „strzelanki” od jednego wydawcy w odstępie kilkunastu dni to: „Czy oni sobie czasem nie strzelają w stopę”? Po chwili wiedziałem już, że nie. BF1 i Titanfall to zupełnie różne gry. W obydwu się strzela i jest pierwsza osoba, ale same gry – to jak ogień i woda. Podział rynku jest prosty. BF 1 jest skierowany dla fanów Battlefielda. Titanfall 2 jest skierowany do fanów Titanfalla, owszem, ale przede wszystkim ma przekonać do siebie fanów Call of Duty.

Titanfall 2

Jeśli nazwałbym Titanfall 2 „Call of Duty” z mechami, to bym się szczególnie nie pomylił. Ale skończmy te porównania, przejdźmy do meritum.

Jak wygląda i brzmi mech?

Mech nie brzmi, mech rośnie w lesie. Zacny suchar milordzie. Oprawa graficzna i dźwiękowa Titanfalla 2 stoi o szczebelek niżej niż oprawa Battlefielda 1. Nie ma tutaj już pięknej mgły opadającej na pole walki czy wspaniałej roślinności przez którą przebijamy się do celu. Nie jest to jednak nic co by przeszkadzało w rozgrywce. Muzyka nie wryła mi się w pamięć jak w przypadku ostatniej odsłony BFa, ale może to dlatego, że rozgrywka jest znacznie bardziej dynamiczna i po prostu nie masz czasu słuchać otoczenia. Mówiąc krótko, Titanfall 2 pod względem audiowizualnym prezentuje się dobrze. Nie jest to coś, co by nas wkopywało w fotel, ale absolutnie nie ma się do czego przyczepić…

Titanfall 2

Ten upragniony singleplayer…

Titanfall 2, w odróżnieniu od jedynki przynosi nam kampanię dla pojedynczego gracza. Ten szumnie reklamowany element gry (mieliśmy dowiedzieć się czegoś więcej o związku Tytana z Pilotem) był przeze mnie bardzo wyczekiwany. Ja generalnie lubię tryby singleplayer w sieciowych strzelankach. Oferują sporo oksryptowanej akcji i można je zaliczyć w jeden lub dwa posiedzenia przed konsolą. Niestety singiel Titanfalla 2 jest zwyczajnie słaby. Nie powiem, że sięgnął dna, bo niżej upaść niż mózgotrzep CoD Black Ops 3 to już się raczej nie da, ale kampania TF2 niebezpiecznie się zbliża do wspomnianej gry Activision. Dlaczego jest słabo? Wymienię tylko kilka powodów. Po pierwsze, skrypty. Nie mam nic przeciwko skryptom, bo uważam, że dynamizują one rozgrywkę i czynią ją bardziej filmową. Nie tym razem jednak. Ginę trzy razy bo poszedłem nie w tę stronę… Bo zwyczajnie nie załapałem, że zamiast chować się za osłoną to muszę akurat w tym momencie wsiąść do Tytana. Po drugie, niedbalstwo reżyserskie i leveldesignerskie. Do szału mnie doprowadził widok płonącej kupy śmieci w opuszczonym laboratorium podczas gdy z tej kupy śmieci wyrastało sobie spokojnie drzewo. Zielone. Pomyślicie że się czepiam, ale niemiłosiernie mnie denerwują takie uproszczenia wynikające z niedouczenia level designerów. Albo jak w grze wstawiają wysokie, liściaste drzewa i jednocześnie gra informuje nas, że jesteśmy na wysokości 5 tys. metrów. Świat przedstawiony musi być spójny do licha i nie przeczyć podstawowym prawom fizyki, albo wiarygodnie wprowadzać nowe prawa… Po trzecie wkurzają głupie pomysły wsadzone do rozrywki na siłę. Podczas gry możemy zbierać hełmy pilotów. Nie wiadomo po co. Ja wiem, że wszelkiej maści znajdźki są modne, ale nawet głupie szukanie piórek z Assassin’s Creed 2 było jakoś fabularnie umocowane. Te hełmy nie są.

Titanfall 2

Przechodzę Mario w lewo…

Pisałem o głupich pomysłach. Zabawy z chwilowym przenoszeniem się w czasie jakoś się bronią (a jak wiemy elementy cofania się w czasie w Black Ops 3 to był istny koszmar). Dzięki temu dostajemy we wspomnianym laboratorium kilka fajnych gameplayowych zagrywek i łamigłówek. Niemniej cała gigantyczna sekwencja z bieganiem i przeskakiwaniem po platformach i pionowych ścianach zwyczajnie denerwuje i męczy. Nigdy nie sądziłem, że będę się wkurzał na STRZELANKĘ, że nie wyszedł mi skok na platformę! Ja rozumiem, że twórcy w singlu chcieli nauczyć nas nowego sposobu poruszania się (bo w multi to jest kluczowe), ale zrobili z połowy gry pierwszoosobową platformówkę! Sorry Respawn, mnie to nie jara. Kląłem i grałem, choć wiedziałem, że te całe platformy to sztuczne przedłużanie gameplaya nic do rozgrywki nie wnoszące. Podobnie zabieg z końca gry. Walnę teraz spoilerem i powiem, że nasz Tytan, BT zostaje zniszczony. To nawet chwyta za serce, ale zaraz potem dostajemy nowego…. Który kilkanaście minut później… zostaje zniszczony. No słabo. Miało być łzawo i podniośle, a wyszło zwyczajne „meh…”.

Ale to się nie klei!

Pomysły pomysłami, platformy platformami, ale największa wada singla najnowszego dziecka Respawn Entertainment to to, że… zwyczajnie się nie klei. Nie pokazuje szumnie zapowiadanego budowania relacji z Tytana z Pilotem. Owszem w kilku momentach jest śmiesznie, ale budowania relacji nie ma. Najpierw związku nie ma, a potem jest. I tyle. Kampania nie daje nam też żadnego wglądu w świat gry. Nie wiemy niczego. Dlaczego strony ze sobą walczą, co reprezentują, gdzie my w ogóle jesteśmy, czemu na tej planecie i która strona wygrywa? Dlaczego tylu złych bossów chce nam nakopać do stalowego tyłka? Nic nie ma. Nie oczekuję jakiejś wielowątkowej głębi, ale na miecz świetlny mojego dziadka poprowadźmy jakoś historię, a nie wrzucajmy gracza w rozgrywkę… I tyle.

Titanfall 2

No ale multi ratuje sytuację

O multiplayerze można pisać wiele. Można wymieniać wszystkie tryby i mapy, ale nie o to w recenzji chodzi. Gra sieciowa jest dynamiczna i polega, niezależnie od trybu, na bieganiu po mapie i strzelaniu do wrogów. Nie ma zajmowania terenu ani nic z tych rzeczy. Po prostu różne warianty deatchmatcha. Z mechami lub bez. Proste. Możemy wybrać uzbrojenie naszego pilota i mecha, a w odpowiednim momencie, kiedy Tytan jest gotowy do zrzutu, przywołać go i siać postrach wewnątrz stalowej bestii. Zrzut Tytana ładujemy fragując, więc lepsi gracze mają tytana szybciej. To chyba jasne.

Tutaj, w przeciwieństwie do Battlefielda, nie ma za bardzo miejsca na krycie się po krzakach ze snajperką (zresztą wejście w krzaki gra odczytuje jako wyjście poza mapę). Biegający po mapie piloci mają kilka dodatkowych „szans” na uszkodzenie tytana. Teraz można wskoczyć na grzbiet mecha przeciwnika i wyjąć mu baterię. Taki zabieg osłabi wroga, a my możemy z tą baterią pobiec do tytana naszego towarzysza i tym samym wzmocnić jego zdolności bojowe. Generalnie pilot ma teraz nieco większe szanse w starciu z taką kupą stali.

Titanfall 2

Dla mnie największym plusem multika jest właśnie to tempo. Jeden mecz w BF1 (kiedy robimy misje) może trwać i godzinę. Do TF2 można usiąść na 15 minut… Nowa gra Respawn mniej wybacza i wymagana jest lepsza znajomość map i skill niż w dziele DICE. To z jednej strony dobrze, ale z drugiej strony „niedzielny strzelankowiec” za miesiąc czy dwa nie będzie miał czego w multiku szukać, bo będzie ginął zanim się obejrzy.

Czy ten mech chodzi?

Szumnie zapowiadany singiel nie przypadł mi specjalnie do gustu. Brakowało zdecydowanie zarysowania „świata” gry, choćby pobieżnego. O co w ogóle tam toczy się wojna? Także w zasadzie grałem w tę kampanię po to, aby ją przejść. Multiplayer natomiast to już inna para kaloszy. Syty, dynamiczny i zdecydowanie „easy to learn, hard to master”. Jeśli chcesz kupić grę Titanfall 2 dla trybu pojedynczego gracza to lepiej sobie odpuść. Jeśli zaś chcesz Call of Duty, a nie interesuje cię Infinite Warfare – to bez problemu łykaj grę z Tytanami. Więcej tam Call of Duty niż w Call of Duty. Niemniej – to rozgrywka specyficzna i najpierw musisz odpowiedzieć sobie na pytanie, czy nie jesteś przypadkiem typem gracza Battlefield. Titanfall 2 to solidny kawał giery, ale skierowany do mniejszego grona odbiorców niż Battlefield 1 (Co wie samo EA, bo mocniej promuje swoją pierwszowojenną grę). Do Tytana pilocie!

Egzemplarz gry na konsolę Xbox One dostarczył Electronic Arts Polska.

Nasza ocena