Asset 3

Watch Dogs 2 – recenzja

Andrzej Kała / 7.04.2017
komentarze: 0

W 1995 roku swoją premierę miał film „Hackers„, prezentujący kulturę harkerów w sposób mocno przerysowany, ale widowiskowy i wyjątkowo strawny. Tak właśnie kojarzy mi się Watch Dogs 2, które z pierwszą odsłoną serii wspólny ma w zasadzie tylko motyw przewodni i tytuł.

Jestę Hakerę

Marcus Holloway

Jako Marcus Holloway musimy stawić czoła korporacji Nudle jednocześnie stając na straży prywatności zwykłych mieszkańców San Francisco. Nowa wersja systemu, ctOS 2.0, potrafi już śledzić każdy nasz ruch i ingerować w prywatność na milion różnych sposobów.

Ukrócenie możliwości tego systemu to główny cel jaki wyznaczyła sobie grupa hakerów DedSec, do której dołączymy już na samym początku zabawy. Nie sposób nie zauważyć tutaj pewnych odniesień do dobrze wszystkim znanej grupy Anonymous, choć akurat w tym przypadku mamy do czynienia z nieco przerysowaną kalką.

Zarówno Marcus jak i cała grupa DedSec to grupa ciekawych, młodych osób, które oprócz skłonności do pakowania się w kłopoty, posiadają także rozległą wiedzę na temat komputerów, sieci i funkcjonowania systemów operacyjnych. Nie należą także do tych, którzy stronią od dobrych imprez znikając całkowicie w świecie cyfrowym.

Jeśli dołożymy do tego zmianę lokacji z ponurego Chicago, znanego z poprzedniej części, na słoneczne ulice San Francisco, rysuje nam się obraz gry nieco luźniej podchodzącej do tematu, starającej się przedstawić nieco barwniejsze strony bycia hakerem.

Jestę gadżeciażę

Żaden haker nie da rady funkcjonować bez komputera, ale w przypadku bohaterów Watch Dogs 2, laptopy to nie jedyne gadżety, na których mogą polegać. Drugim niezbędnym elementem ich wyposażenia jest, wypchany po brzegi aplikacjami, smartfon. Przy ich pomocy możemy m.in. przyzywać samochód na żądanie, wcielić się w rolę taksówkarza, czy tez robić selfie w charakterystycznych punktach widokowych aby zyskać nowych followersów.

Tak, w przypadku Watch Dogs 2 niektóre rzeczy wymagają odblokowania, ale nie zdobywamy tutaj punktów doświadczenia, gdyż te zostały zamienione na followersów. Mówiąc w skrócie – im bardziej staramy się, aby o DedSec było głośno, tym więcej osób wspiera naszą inicjatywę. Zyskać ich możemy m.in. wykonując wspomniane selfie, czy różne zadania poboczne – od wykradania danych po zamalowywanie billboardów.

Nie zabrakło jednak prawdziwych nowości w postaci drona i zdalnie sterowanego pojazdu terenowego! Oba gadżety możemy także dodatkowo rozwijać przy pomocy zdobywanych punktów umiejętności, przez co ich obecność w akcji staje się nieoceniona (a w przypadku niektórych zadań, wręcz niezbędna). Zdarzają się nawet misje, które można w całości wykonać tylko przy pomocy sprawnego operowania dronami, bez konieczności wchodzenia na teren przeciwnika naszym protagonistą.

Wspominałem już o drukarce 3D? Nie? No więc taki gadżet też znalazł się w Watch Dogs 2 i ma całkiem praktyczne zastosowanie – możemy sobie przy jego pomocy wydrukować w skali 1:1 różnej maści broń – od strzelb, przez karabiny szturmowe po karabiny snajperskie! Co więcej, na każdą z nich możemy nałożyć odlotową grafikę DedSec.

San Francisco

Corcsy są kul!

Nadal naszą najmocniejszą bronią pozostaje możliwość wchodzenia w interakcję z urządzeniami przy pomocy smartfona. Przekłada się to m.in. na śledzenie ruchów przeciwników przy pomocy kamer ctOS, wykorzystanie skrzynek bezpieczników do obezwładnienia zbirów bądź odciągnięcia ich uwagi, a także jak poprzednio – m.in. kontrolowanie sygnalizacji świetlnej w celu zgubienia pościgu policyjnego. Element ten ewoluował i choć nie ma w nim miejsca na rewolucje, oferuje całkiem sporo narzędzi ułatwiających nam życie.

Samo miasto podzielone jest także na kilka charakterystycznych dzielnic, w tym jedną będącą odwzorowaniem dobrze znanej mekki wszelkich startupów – Silicon Valley. Odniesień do rzeczywistego świata w tej grze jest mnóstwo, ale o tym nieco później.

W San Francisco znajdziemy także mnóstwo różnych kawiarni, sklepów z odzieżą czy salonów samochodowych, dzięki czemu możemy wypić hipsterską kawunie, założyć crocsy i śmigać elektrycznym pierdzikółkiem po obwodnicy miasta blokując lewy pas.

Wolicie jednak konkretne aktywności? Nie ma sprawy, zawsze możecie wziąć udział w m.in. wyścigach dronów, regatach bądź wyścigach motocrossowych. Jeśli akurat chwilowo nie jesteście w nastroju do walki z wielką korporacją, bez problemu znajdziecie sobie jakieś inne zajęcie aby nieco odetchnąć.

Po cichu, albo na pełnym ogniu

Choć same zadania w Watch Dogs 2 nie są szczególnie urozmaicone i po pewnym czasie ich fundamentalne założenia zaczynają się powtarzać, to zróżnicowanie lokacji, a także szeroki wachlarz możliwości oferowanych przez nasze gadżety sprawia, że możemy każdą z nich wykonać na kilka różnych sposobów.

Zdecydowanie najrozsądniejszym rozwiązaniem jest hackowanie i ciche przemykanie za plecami przeciwników, ewentualnie obezwładnianie ich przy pomocy paralizatora, gdyż w bezpośrednim starciu z większą grupą przeciwników Marcus po prostu nie ma szans.

Dużym ułatwieniem w kwestii pozostania w ukryciu jest fakt, że Marcus Hollowy ewidentnie od lat ćwiczy parkour. Dzięki wprowadzeniu tego elementu, cała rozgrywka mocno zyskała na dynamice, a poruszanie się po mieście to czysta przyjemność. Nasz protagonista bez problemu wspina się na większość przeszkód, a pokonywanie wszelkich ogrodzeń zajmuje mu ułamek sekundy. Mała rzecz, a cieszy i dodaje dynamiki.

O ile możemy posiadać broń palną, o tyle jest to moim zdaniem najdziwniejszy element całej gry, zupełnie nie pasujący do całości. Z jednej strony mamy tutaj grupę młodych hakerów, walczących o lepsze jutro, imprezujących, których orężem jest technologia, a z drugiej biegamy po mieście rzucając granatami, strzelając i mordując dziesiątki ochroniarzy. O ile zabieg ten jeszcze pasował do postaci Aidena Pearce’a, o tyle Marcus Holloway i broń palna pasują do siebie jak świni siodło.

Nie jesteś sam

Grę miałem okazję poznać bliżej kilka miesięcy po premierze, więc problemy z rozgrywkami sieciowymi już nie występowały i mogłem bez problemu spróbować wszystkich oferowanych trybów.

Najciekawszym elementem dla mnie były zadania wymagające współpracy z innymi graczami i polegające np. na dostarczeniu określonego pojazdu, kradzieży danych czy eliminacji przeciwników. Choć im mniej strzelania, tym ciekawszy robił się tryb.

Powracają także znane z pierwszej odsłony Watch Dogs tryby hackowania innych graczy i obrony przed takim zabiegiem. Dodatkowo jeśli robimy duża zadymę może pojawić się nagroda za naszą głowę, a wtedy musimy starać się przetrwać i eliminować chętnych na zgarnięcie tej nagrody. Oczywiście to działa w dwie strony – również my możemy zabawić się w łowców nagród.

Mając cały czas włączony tryb online, wszystkie te aktywności są częścią świata, a więc nie ma żadnych ekranów ładowania czy tym podobnych rzeczy. Możemy przykładowo między dwoma zadaniami fabularnymi oderwać się na chwilę i wykraść dane od kilku innych graczy.

Watch Dogs 2 – wizja hakerów skrojona na miarę obecnych czasów

Moim zdaniem to najlepsze określenie w skrócie czym jest druga odsłona serii. Choć stara się poruszyć poważne tematy m.in. ochrony prywatności, fałszywych wiadomości w sieci czy kłamstw ze strony polityków, to jednak ubiera to wszystko w kolorowe barwy dobrej zabawy. Dzięki temu mamy wybór – albo traktujemy ten tytuł poważnie skupiając się na jego drugim dnie, albo radośnie hackujemy San Francisco i też świetnie się bawimy.

Spora dawka humoru i luzu ostatecznie bardzo przypadła mi do gustu i sprawiła, że bycie hakerem sprawia mnóstwo frajdy. Choć może misje mają dosyć zawężone cele, to jednak mechanizmy hakowania urządzeń i kombinowanie jak dotrzeć do celu po cichu wciągają i dają mnóstwo satysfakcji. Ta radość potrafi jednak zniknąć gdy na stół wjeżdża konieczność posługiwania się bronią palną, bo o ile jeszcze mogę zaakceptować średni system osłon i samą mechanikę strzelania, o tyle ciężko jest przełknąć pojawiający się przy tej okazji dysonans – młodzi „elo” hakerzy z bronią palną i granatami, zamiast tagować ściany i hackować „złych”, szaleją po mieście niczym terroryści.

Bardzo dużym plusem jest dla mnie również spójna wizja świata gry – wszelkie grafiki, elementy interfejsu czy ozdobniki pojawiające się na ekranie nawiązują mocno do ery 8 bitów, mieszając ją z obecną popkulturą. Jeśli dołożymy do tego takie odniesienia jak wielka korporacja Nudle (Google) czy choćby aplikacja Driver San Francisco imitująca Ubera. Jest ich oczywiście o wiele więcej, ale odkrywanie ich daje sporo frajdy i nie ma co jej psuć.

Czy warto zagrać w Watch Dogs 2?

Dla mnie sprawa jest bardzo prosta i jednoznaczna – zdecydowanie warto. Mimo iż nie będzie to tytuł zdobywający nagrody, wspominany latami, to przez te kilkanaście godzin dostarcza sporo dobrej zabawy. Jest to zdecydowanie krok naprzód w stosunku do pierwszej części i kawał solidnej produkcji, a spędzony przy niej czas trudno uznać za zmarnowany.