Asset 3

Indygo – recenzja

Andrzej Kała / 24.10.2017
komentarze: 0

W ramach swojego debiutu, zespół Pigmentum Game Studio, postanowił poruszyć bardzo trudny i poważny temat depresji. Choroby, która w okrutny i często cichy sposób, potrafi niszczyć ludzkie życie. Poprzez Indygo twórcy zabierają nas do wnętrza umysłu osoby zmagającej się z depresją i choć widzimy obrazy zmieniające się na ekranie, to w naszej głowie rozgrywa się większość tej produkcji.

Choć tytuł ten poniekąd jest grą, to jednak elementy interaktywne zostały tutaj ograniczone do niezbędnego minimum, a twórcy skupili się bardziej na przekazaniu toku myślenia osoby cierpiącej na depresję i pokazaniu świata widzianego jej oczami.

Jak łatwo można się domyśleć, nie jest to świat radosny, ani nawet normalny. To wykręcona rzeczywistość, w której żaden element naszego otoczenia nie tylko nas nie cieszy, ale wręcz jest dla nas pewnego rodzaju obciążeniem.

Nasz protagonista, Tomasz, kiedy go poznajemy, siedzi zamknięty w swojej pracowni, gdzie stara się na swój sposób poradzić sobie z problemem. Kiedyś uśmiechnięty, pełen życia malarz, zakochany we Włoszech i pięknej Annie. Dziś wrak człowieka starający się nadać jakikolwiek sens swojemu życiu.

Już od pierwszych chwil Indygo nie pozostawia nam najmniejszych złudzeń co nas czeka.

Jestem Tomasz – idiota i skończony głupiec. Życie mi zbrzydło? Zgoda. Nie mam zamiaru dłużej brać udziału w tej farsie? Zgoda.

Zobacz świat przez moje oczy

Kiedy odkrywałem w Indygo świat widziany przez pryzmat depresji, miałem wrażenie, że wiele wypowiedzi Tomasza jest mocno przerysowanych, wręcz karykaturalnych, co z kolei sprawiało, że w mojej głowie pojawiały się zdania podważające jakość poruszenia tego tematu.

Poważnie? Aż takie użalanie się nad sobą? Ja rozumiem, co twórcy chcą przekazać, ale to już zalatuje karykaturą. Jak mocno przerysowane hasła patriotyczne bohaterów amerykańskiego kina akcji.

Kilka minut potem jednak mnie tknęło – czyż nie tak podchodzimy do ludzi, którzy zmagają się z depresją? W większości przypadków właśnie tak podchodzimy do chorej osoby i co więcej, zaczynamy szafować frazesami: „Wszystko będzie dobrze”, „Ludzie mają gorsze problemy” czy „Nie masz się czym martwić, weź się w garść”.

Okazuje się, że to co z początku wydawało mi się przerysowane, jest tak naprawdę obrazem dobrze znanej nam rzeczywistości, ale zakrzywionej przez chorobę.

Tomasz, Anna i studium konsekwencji

Dwójka bohaterów, wokół których wykreowany jest świat w Indygo to małżeństwo – Tomasz i Anna. O Tomaszu już nieco wspomniałem, natomiast Anna jest dziennikarką, której artykuł na temat naszego protagonisty zaowocował ciekawą znajomością, a w konsekwencji, wielką miłością.

W świat ten wkraczamy w momencie, kiedy Tomasz zamyka się w swojej pracowni i stara się poukładać swoje życie. Odcięci od świata, zmagamy się z drobnymi przeciwnościami losu, które w naszej głowie urastają do rangi katastrof decydujących o życiu i śmierci. Z pozoru tak błahe decyzje jak „jaką muzykę wybrać do słuchania” czy „jaki rysunek powinienem namalować” niosą ze sobą poważne konsekwencje. Praktycznie każda z nich ma wpływ na nasze samopoczucie i stan psychiczny. Indygo oferuje wiele zakończeń i nawet drobne różnice w podejmowanych decyzjach już potrafią wygenerować zupełnie inne zwieńczenie opowiadanej historii.

Wspomniane konsekwencje objawiają się również niemal niezwłocznie – podczas odpisywania na listy otrzymywane m.in. od Anny, w zależności od naszych poczynań zmieniają się dostępne opcje odpowiedzi.

Anna, stara się trwać przy jego boku, ale brak drugiej osoby, brak bliskości, szybko odija się na jej samopoczuciu i stanie psychicznym. Przekazywane przez nią listy rysują okrutny obraz żniw jakie zbiera depresja nie tylko w głowie osoby na nią cierpiącej, ale również w sercach jej bliskich.

Kiedy zagłębimy się w każdą linijkę tekstu na ekranie, naszym oczom ukazuje się obraz niczym z horroru. Z pozoru szczęśliwa para, poukładane życie, a tuż za tą fasadą zgliszcza i dwójka kompletnie złamanych ludzi.

Wady?

Tak, produkcja posiada kilka bolączek, które pojawiają się w przypadku młodych, niedoświadczonych zespołów.

Oprawa audiowizualna jest bardzo charakterystyczna, choć oszczędna. W polskiej wersji językowej, osoba podkładająca głos pod Tomasza robi to zbyt teatralnie.

Zagadki są śmiesznie proste, a ich jedyna trudność polega na odnalezieniu interaktywnych przedmiotów – te bowiem zmieniają się w zależności od etapu, choć bez wyraźnego odróżnienia od tych nieinteraktywnych. Oznacza to, że jednego dnia pudełko na regale nie jest interaktywne, a następnego zawiera kluczowy dla nas przedmiot. Często także przedmioty magicznie pojawiają się w miejscach, które już przeszukaliśmy poprzedniego dnia.

To wszystko jednak znika momentalnie, kiedy tylko w naszej głowie „przestawi się zapadka” i zaczniemy spoglądać na Indygo przez pryzmat tego, czym jest, a nie tego czym nie jest.

Oszczędny, a zarazem wymowny przekaz

Po wielokrotnym skończeniu Indygo, co w sumie nie zajmuje wiele czasu, gdyż gra jest bardzo krótka, potrzebowałem go znacznie więcej aby poukładać sobie w głowie wszystko to, co było mi dane uświadczyć. Produkcja Pigmentum Game Studio to tytuł, który jest bardziej „doświadczeniem” niż grą i to właśnie stanowi o jego sile.

Kiedy przeczytamy pamiętniki Anny, zagłębimy się dokładnie w treści listów, przewertujemy wszystkie strony pamiętnika Tomasza, przed nami otwiera się misternie skonstruowany świat. Dwójka głównych bohaterów to wielowymiarowe postaci z długą i bogatą historią, która niestety podana jest zbyt pobieżnie.

Po przespaniu się z myślami, to mój jedyny zarzut do Indygo. Chciałbym aby gra była nieco dłuższa, pokazała mi historię Anny i Tomasza, choćby pobieżnie. Chciałbym być z nimi tam od początku, zobaczyć jak ich świat buduje się i jak powoli wkrada się do niego choroba Tomasza.

Niemniej jednak, Indygo to bardzo wartościowa produkcja, która przede wszystkim otwiera nam oczy na pewien problem, a gdzieś tam przy okazji zawiera również elementy gry.

Moim zdaniem warto zapoznać się z tą produkcją choćby po to, aby poszerzyć własne horyzonty, postarać się zrozumieć depresję i dowiedzieć się więcej na temat postrzegania świata przez osoby dotknięte tą chorobą.

Dziękuję twórcom z Pigmentum Game Studio oraz wydawcy – Fat Dog Games za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji. Indygo możecie już znaleźć na platformie Steam: http://store.steampowered.com/app/702600/Indygo/