Tydzień gracza, odc. 4
Zapowiadał mi się kolejny tydzień z daleka od konsoli, ale na szczęście nieplanowany zakup i lekkie przemęczenie skutecznie odwiodły mnie od pracy w weekend. Zatem zamiast na siłę próbować spłodzić coś, co pewnie i tak nie nadawałoby się do niczego, postanowiłem totalnie się wyluzować. W rezultacie udało mi się zahaczyć o kilka niezłych pozycji w tym tygodniu.
Splinter Cell: Conviction
Zupełnie nieoczekiwanie powróciłem do tego tytułu, głównie ze względu na Łukasza, który potrzebował „drugiego do coopa”. Prawie zapomniałem jak wciągająca potrafi być to gra i.. jak fundamentalnie spieprzone ma sterowanie. Przestawienie się na bardzo dziwne rozmieszczenie przeładowywania broni czy innych akcji wymaga odrobiny wprawy (ileż to razy przeładowywałem broń granatem, to aż ciężko zliczyć), ale później jest już mocno z górki. Bardzo przyjemnym dodatkiem jest cała kampania dedykowana dla trybu kooperacji, którą mam nadzieję tym razem uda mi się skończyć.
Need for speed: Hot Pursuit
Nie planowałem zakupu tej gry w najbliższym czasie, ale cena 119pln za nówkę sztukę przypadkiem zauważona w Carrefourze przesądziła sprawę. Drugą kopię z miejsca wziąłem dla Oskara, co by dać szansę trybowi multi. Po początkowym niesmaku związanym z bardzo dziwnym modelem jazdy i przywyknięciu do brania zakrętów bokiem wyłoniła się świetna gra, która w trybie multi zapewni wiele godzin świetnej zabawy. Dopiero nadgryzłem temat, ale już podoba mi się i wiem, że spędzę z nią wiele czasu.
Test Drive Unlimited
W oczekiwaniu na „Test Drive Unlimited 2” jakoś zachciało mi się powrócić do pierwszej części, co jednak okazało się nieco ciężkim doświadczeniem. Kiedy pierwszy raz miałem do czynienia z tym tytułem był świeży, graficznie robił świetne wrażenie, ale obecnie niestety mocno się zestarzał. Dodatkowo nerwowy model jazdy (a może to wina prowadzonego Ferrari) spowodował, że po kilkudziesięciu minutach gra znów wylądowała na półce i pomimo pałania do niej miłością może być problem z ukończeniem jej.
Super Meat Boy
W ramach wewnętrznej potrzeby wyzwania postanowiłem odpalić platformówkę, o której było ostatnio głośno, czyli „Super Meat Boy”. Po 30 minutach, kilkunastu poziomach i niezliczonych zgonach muszę powiedzieć, że jest to gra dla masochistów.Wyśrubowany poziom trudności, który atakuje „z partyzanta” spowodował u mnie zagrożenie wylewu. Ciekawostką natomiast było to, że każdy pokonany poziom napawał tak ogromną satysfakcją, że wszelkie momenty apogeum frustracji po drodze były przyćmione.
Bardzo przypadła mi do gustu oprawa graficzna, która w całej swojej prostocie jest po prostu idealna dla tego typu gry i dzięki właśnie tej prostocie łatwo można się połapać w rozgrywce.
Wrócę i pokonam ją całą – muszę!
Darksiders
Mniej lub bardziej niechcący udało mi się wygrać aukcję na allegro, a błyskawiczna przesyłka spowodowała, że gra znalazła się u mnie jeszcze przed weekendem. Postanowiłem na koniec dać jej szansę i przetestować co to jest i z czym się to je.
Sterowanie jest całkiem przyjemne, rozwałka dostarcza sporo satysfakcji, a elementy wspinaczkowo-zręcznościowe są równie przyjemne jak te spotykane choćby w „Prince of persia”.
Udało mi się przejść raptem jeden poziom, ale pierwsze wrażenie jest mocno pozytywne. Oby tylko to wrażenie utrzymało się dalej.
Lips
Na koniec sztandarowa (jak dla mnie) party game na Xboxa. Do tej pory nie mogę zrozumieć dlaczego nie został wypuszczony dodatek/wersja gry zawierająca polskie kawałki – mechanicznie gra jest świetna, a bezprzewodowe mikrofony sprawują się rewelacyjnie. Owszem, istnieje możliwość importu swoich piosenek, ale wtedy nie mamy słów ani sprawdzania tonacji – ot piosenka sobie leci, a my możemy „piać” do woli. Poza tym mankamentem, to nadal świetnie zrealizowane karaoke.
Uff, to był dobry tydzień. W podsumowaniu brakło jeszcze „Minecrafta” o którym będę chciał napisać szerzej już niedługo oraz kilku tytułów na iPhone, ale one otrzymają na dniach swoje recenzje. A jak wam minął ostatni tydzień/weekend?

