Spec Ops: The Line – recenzja
Spec Ops: The Line z poprzednimi odsłonami dzieli wyłącznie tytuł, ale zastanawiałem się czy jest to wada, czy być może jednak zaleta tej produkcji. Choć gra zalegała na półce już od dłuższego czasu, dopiero teraz miałem okazję poświęcić jej chwilę. Czy zatem warto interesować się produkcją Yager Development ?
Welcome to Dubai
W Spec Ops: The Line wcielamy się w postać Martina Walkera, żołnierza oddziału Delta Force, który wraz z dwójką innych członków tego oddziału otrzymuje z pozoru proste zadanie sprawdzenia co stało się z Johnem Conradem i ew. ewakuacji ocalałych z Dubaju. Wśród tych osób miałby znaleźć się pułkownik John Konrad, który wcześniej razem z przeklętą 33 kompanią miał dokonać tego samego – ewakuacji miasta, które zostało zniszczone przez kataklizm.
Niestety już w ciągu pierwszych chwil pobytu w tym egzotycznym miejscu doświadczamy spustoszenia jakie zostawiła za sobą burza piaskowa, a także przekonamy się, że nasz pobyt „odrobinkę” się przedłuży gdyż sprawa nie jest tak prosta jak nam się początkowo wydaje.
Nie da się ukryć, że coś poszło nie tak, a w zasadzie w tym konkretnym przypadku jest to zdecydowanie zbyt łagodne określenie – 33 kompania przejęła kontrolę nad miastem i wprowadziła stan wojenny – wszyscy mieszkańcy, którzy nie chcieli się podporządkować od razu byli zabijani, a większość ludności cywilnej przetrzymywano w specjalnie przygotowanych obozach.
Brutalny obraz wojny
Warstwa fabularna w połączeniu ze światem, w którym przyjdzie nam się odnaleźć, to najmocniejsze strony Spec Ops: The Line. Spustoszenie Dubaju jakie wyrządził piaskowy kataklizm, to wyłącznie powierzchowne zniszczenia, a prawdziwe konsekwencje to zniszczone społeczeństwo, brutalna walka o przetrwanie i całkowite zdziczenie ludzi.
Również samo strzelanie jest doprawione dodatkową dawką brutalności – kule z cięższych karabinów dosłownie odrywają kawałki ciał, czego developerzy nie omieszkali podkreślić stosownymi spowolnieniami akcji. Często można się też zastanawiać, czy dobijając czołgającego się wroga nie wyświadczamy mu przysługi. Pierwsza taka myśl pojawiła się u mnie w momencie zetknięcia się z następstwami wybuchu bomby fosforowej. Poważnie, do tej pory myślałem że najgorszą bronią jest napalm, ale to co wyrządza taka bomba po prostu nie mieści się w głowie.
Bez wątpienia Spec Ops: The Line nie jest grą dla najmłodszych i należy wziąć to sobie do serca. Początkowe, nieco „wakacyjne” scenerie szybko wywracane są do góry nogami i piętno kolejnych wydarzeń odciskane jest na psychice gracza. To jeden z niewielu tytułów, który w trakcie gry chwyta zarówno za gardło jak i za serce, a po ukończeniu skłania nas do myślenia.
W trakcie gry wielokrotnie jesteśmy stawiani przed trudnymi wyborami, kiedy to po prostu nie ma „dobrej decyzji” – na jaki wybór się nie zdecydujemy, to ciężko go nawet nazwać mniejszym złem. Jeśli przypadkiem umknie Wam ten fakt, to towarzyszący nam kompani szybko zwrócą na to uwagę. Nasi towarzysze to nie tylko sterowane przez konsolę dwie postaci, ale żołnierze z krwi i kości, którzy widzą co się dzieje i co wyprawiamy. Reagują na to wszystko, wyrażają swoje zdanie i choć muszą za nami podążać, gdyż jesteśmy ich dowódcą, nie boją się kwestionować naszych wyborów.
Wszystkie te powyższe zabiegi sprawiają, że przesiąkamy Dubajem już po pierwszych dwóch godzinach. Czujemy na barkach ciężar każdej decyzji i uczucie to nie mija nawet po ukończeniu gry.
Gameplay
Jak już wiecie Spec Ops: The Line to strzelanina z widokiem z perspektywy trzeciej osoby. W tej kwestii niestety nie wprowadzono specjalnie dużo nowości, ale wszystkie mechanizmy – od systemu osłon, przez strzelanie czy poruszanie się, działają solidnie i nigdy nie sprawiają problemów. Przez większość gry przemieszczamy się między kolejnymi „arenami pełnymi przeciwników”, które zresztą można bardzo łatwo rozpoznać, ale w trakcie starć możemy wydawać polecenia naszym podopiecznym. Szkoda, że ograniczają się one w zasadzie do „atakuj ten cel”, niemniej jednak w trakcie walki wszystko działa „jak w zegarku”.
Moglibyśmy ignorować naszych kompanów gdyby nie to, że w grze będziemy cierpieć na chroniczny brak amunicji praktycznie niezależnie od wybranej broni. Warto więc pamiętać o systematycznym przemieszczaniu się od osłony do osłony i wspomaganiu się ogniem naszych towarzyszy. Nie ma sensu również specjalnie przywiązywać się do wybranego karabinu – w większości przypadków szybciej trafimy na amunicję do broni upuszczanej przez przeciwników, a jeśli braknie Wam amunicji w krytycznym momencie, ciężko jest improwizować.
Spec Ops: The Line wprowadza jednak jedną nową, bardzo ciekawą mechanikę – piasek. W wielu odwiedzanych przez nas miejscach między przeciwnikami a toną piachu będzie znajdowała się wyłącznie szyba, a to oznacza że możemy skorzystać z tej tony piachu do obezwładnienia naszych adwersarzy. Szkoda, że możliwość ta pojawia się niezbyt często, ale działa bez zarzutu i wygląda bardzo ciekawie.
Nie mogło zabraknąć także burzy piaskowych, w których prowadzenie ognia jest prawie niemożliwe, a o wszelkiego rodzaju celownikach możemy w takich sytuacjach zapomnieć – brak celowników to swoją drogą, świetne posunięcie ze strony developerów. Udało się im oddać tak kapitalnie atmosferę burzy piaskowej, że można wręcz poczuć piasek między zębami.
Trudno mi znaleźć również jakiś zarzut w stosunku do zaprojektowanego świata gry, może poza tym że jest do bólu liniowy, a tak ciekawie prezentujący się Dubaj aż prosi się o szersze możliwości eksploracji. Na szczęście lokacje jakie przyjdzie nam odwiedzać są mocno urozmaicone – od hoteli, przez biurowce czy zasypane piachem budynki aż do wysokości kilku pięter.
Oprawa audiowizualna
Oprawa graficzna Spec Ops: The Line bardzo mnie zaskoczyła. Choć przeciwnicy powtarzają się aż do przesady, a lokacje są zdominowane przez piach, to wszystko ma swój niesamowity urok. Umieszczenie akcji gry w takim miejscu działa zdecydowanie na korzyść – w jednym z rozdziałów w trakcie eliminacji posterunku z kilkoma snajperami mamy okazję rzucić okiem na Dubaj z nieco szerszej perspektywy i uwierzcie mi – widok wielkich, szklanych wieżowców pochłoniętych przez morze piasku robi niesamowite wrażenie. Modele postaci mogłyby być nieco bardziej dopieszczone, a tekstury czasem ładują się z lekkim opóźnieniem, niemniej jednak jest to już czepianie się na siłę.
Warstwa audio oczarowała mnie również od samego początku, głównie za sprawą nieco żywszych, skocznych kawałków przywołujących na myśl Battlefield: Vietnam. Za pomocą muzyki udało się stworzyć zbliżony, nieco groteskowy klimat kiedy to w rytm szybkiej, rockowej muzyki dokonujemy brutalnej rzezi. Bardzo duże uznanie należy się także aktorom podkładającym głosy, z których wybija się Nolan North użyczający głosu naszemu protagoniście – emocje aż biją z ekranu w trakcie każdego dialogu, każdej sprzeczki.
Choć Spec Ops: The Line nie wprowadza żadnej rewolucji, to mimo wszystko trzyma wysoki poziom oprawy.
Podsumowanie
Zakończenie Spec Ops: The Line wywarło na mnie podobne wrażenie jak The Last of Us. Każda sekunda gry wręcz jeżyła mi włosy na głowie i powodowała coraz większy opad szczęki. Twórcom udało się także stworzyć moim zdaniem zakończenie idealnie podsumowujące całą grę. Owszem, produkcja studia Yager nie wprowadza zbyt wielu nowych mechanizmów rozgrywki, ale w tej kwestii po prostu mamy do czynienia z solidnym shooterem TPP.
Obecnie Spec Ops: The Line można dostać za grosze i uwierzcie mi – to jest gra, w którą absolutnie każdy dorosły gracz powinien zagrać. Rewelacyjny scenariusz na szczęście nie padł ofiarą kiepskiej rozgrywki i mamy do czynienia z jedną z ciekawszych gier w jakie miałem okazję zagrać.






